- Chwila. - mówi i wskazuję palcem, bym poczekała.
Odkłada białą kosmetyczkę na szafkę nocną; ręcznik, po wyciśnięciu włosów przewiesza przez oparcie krzesła i gramoli się pod kołdrę. Widzę, że siada po turecku i owija się kołdrą dookoła.
- No to tak, kiedy wy poszliście, Mike zaproponował, że pokaże mi resztę budynku. Znaleźliśmy otwarte pomieszczenie, na trzecim piętrze, które służy za jakiś składzik czy coś podobnego. Zamknęliśmy je od środka... - wypuściłam głośno powietrze. Oni chyba nie robili tego, o czym myślę?
- Molly, spokojnie, daj mi dokończyć. - chichocze. - Zamknęliśmy je od środka, by nikt nie wszedł i usiedliśmy, po obu stronach parapetu no i rozmawialiśmy przez ponad dwie godziny, tak naprawdę o wszystkim. Opowiedział mi, jak się mu studiowało na pierwszym roku, że ma wesołego współlokatora, że śpiewa w zespole. Było wspaniale, oglądaliśmy przez okno, jak zachodzi słońce i ... pocałował mnie. - zaczerwieniła się. - Był w tym taki czuły, ostrożny, delikatny ale jednocześnie bardzo namiętny... - opadła na poduszkę, cała zalana rumieńcem.
Woah!
Jeden wieczór i tak dużo zmienił. Mam nadzieję, że ułoży im się jak najlepiej, życzę im z całego serca szczęścia. Wspaniale, że wreszcie kogoś ma. A ma?
- Jesteście parą? - pytam.
- Zapytał mnie o to, po pocałunku. Powiedział, że jak mnie zobaczył, zauroczyłam go od razu. Że ciągle patrzył na moje czerwone usta. Słyszysz? - znów zaczyna chichotać, jak mała dziewczynka. - Oczywiście się zgodziłam, no i tak właśnie mam chłopaka! - uśmiecha się szeroko.
- Czemu mi nie powiedziałaś od razu?
- Zauważyłam, że byłaś nieźle wkurzona, z rana, więc wolałam zostawić to na kiedy indziej.
- Okej, ale następnym razem mów mi od razu!
- Nie ma sprawy, będę budzić nawet w środku nocy!
Oby dwie, teraz chichoczemy. Drugi dzień na kampusie, a ona ma już chłopaka. Jak na razie świetnie. Może ja też znajdę tu swoją miłość? Wszystko może się zdarzyć.
- A ty, co robiłaś z Zayn'em?
- Nic szczególnego, poszliśmy się przejść i tyle. - kłamię. - Wróciłam wcześnie, ale ciebie nie było to poszłam spać.
Wiem, że nie powinnam jej okłamywać. Przed chwilą, sama miałam do niej o to pretensje, że nie powiedziała mi od razu, ale wiem, jak to by się skończyło. Wywnioskowałaby, że ze sobą kręcimy i żyłaby z pewnością, że będziemy razem. Ona taka jest, wszystko bierze zbyt pochopnie. To był przyjacielski wypad nad jezioro. Prawda?
- Hm, okej. - odpowiada, po czym ziewa.
- Dobranoc, kochana. - mówię.
- Dobranoc. - odpowiada i przekręca się na łóżku, tuląc głowę do poduszki.
***
Wybiła 6:00.
Irytujący dźwięk budzika rozbrzmiał w całym pokoju, zmuszając mnie do wstania i wyłączenia go. Chcę mi się niemiłosiernie spać, powieki same mi się zamykają. Mam ochotę z powrotem wskoczyć, do wygrzanego łóżka i przykryć się kołdrą.
Niestety, Molly nie możesz!
Ocieram zaspane powieki i przeciągam się, by rozprostować kości, a następnie biorę kosmetyczkę i ręcznik i ruszam do łazienki. Zatrzymuję się przed drzwiami i na widok dwóch tabliczek z figurekami - damską i męską - wiszących obok siebie, z moich ust wydobywa się jęknięcie. Te łazienki to najgorsza rzecz na kampusie!
Woda długo się nagrzewa, zdążyłam już rozczesać włosy, umyć włosy i nakremować twarz.
Gdy jestem pod strumieniem, panikuję, że zaraz ktoś odsłoni cienką zasłonę i ujrzy moje, nagie ciało. Na szczęście, taka sytuacja nie miała miejsca. Ubrałam się pośpiesznie i wróciłam do pokoju. Cara dalej pochłonięta w głębokim śnie, głośno oddycha.
Obudzić ją? - pytam samą siebie w myślach.
Sięgnęłam po jej telefon, ma ustawiony budzik na 6:30, więc nie będę go wyręczać. Ma jeszcze jakieś dziesięć minut, niech je wykorzysta.
Dziś maluję jedynie rzęsy i usta, pomadką ochroną. Chcę, bym wyglądała jak najbardziej naturalnie, to w końcu pierwszy dzień. Włosy zostawiam zwyczajnie rozpuszczone, nie mam ochoty na zabawę lokówką.
Znów słyszę budzik, lecz tym razem nie mój, tylko Cary.
- Kurwa... - mamroczę i powolnie wstaje. Nie mogę się powstrzymać od śmiechu. Dawno nie słyszałam, by przeklinała, muszę przyznać, takie słowa z jej ust brzmią całkiem zabawnie.
- A ty co się tak chichrasz? - pyta przeciągając się.
- Oj, widzę, że ktoś wstał tu lewą nogą? - nabijam się z niej, na co przewraca oczami.
- Idziesz ze mną i Zayn'em, czy sama? Umówiłam się z nim o 7:30. - pytam.
- Pójdę sama, nie widzę sensu, by wychodzić tak wcześnie, a w ogóle to Mike tu powinien przyjść za dwadzieścia minut więc muszę się ogarnąć. - rozbiera się, po czym nakłada ubrania, w co wchodzi biała koszula z kołnierzem i czarne jeansy z wyższym stanem.
Egh, okej...
- Lecę umyć twarz! - woła i biegnie do łazienki.
Słyszę, że mój telefon wibruję na komodzie. Wiadomość?
Sprawdzam skrzynkę i widzę wiadomość od mamy.
'Powodzenia pierwszego dnia nauki studentko!'. - czytam.
'Dzięki, zadzwonię jak wrócę do akademika. xoxo' - odpowiadam i rzucam telefon na łóżku.
Muszę jeszcze spakować torbę. Wkładam pojedyncze podręczniki, segregator z długopisem, jeden zeszyt i portfel do mojej dużej, skórzanej torebki, po czym zasuwam zamek.
Dochodzi mnie dźwięk pukania. Mike?
Wchodzi ostrożnie i rozgląda się po pomieszczeniu.
- Hej Molly. - wita się, gdy mnie zauważa.
- Hej, jakby co Cara jest w łazience. - kiwam głową i uśmiecham się przyjaźnie.
- Mogę na nią poczekać? - pyta nieśmiało.
- Jasne, siadaj! - wskazuję na krzesło, przy stole i łóżko Cary, dając mu wybór. Siada na krześle, podpierając się łokciem.
Po chwili, blondynka przychodzi do pokoju, już pomalowana, uczesana i najwyraźniej gotowa.
- Hej. - uśmiecha się słodko i daje Mike'owi całusa w policzek.
Chcę dać im trochę prywatności, muszę jak najszybciej wyjść. Zaglądam na wyświetlacz telefonu, dochodzi już 7:10.
Uff!
Wrzucam telefon luzem do torebki. W następnej kolejności wsuwam buty, na stopy i zarzucam torbę na ramię.
- Cześć wam! - żegnam się i wychodzę.
Zayn czeka już na korytarzu, przy schodach, nad czymś rozmyślając. Wygląda naprawdę dobrze. Czarny T-Shirt opina jego umięśnione ciało, a czarne jeansy są lekko obniżone. Wokół pasa ma zawiązaną jeansową kurtkę. Widzę, że się ogolił, pasuje mu to, równie tak samo, jak lekki zarost.
- Hej! - macham mu, podchodząc.
- Cześć Molly. - obdarowuje mnie uśmiechem.
- No to co, idziemy? - pytam retorycznie wskazując rękoma schody.
***
Kiedy zamawiam swoją kawę, w kawiarni najbliżej kampusu, jest już 7:50. Zayn czeka na mnie przed wejściem, nie ma ochoty na kawę, w przeciwieństwie do mnie. Mogę przyznać, że jestem uzależniona od kawy, a to wszystko przez mojego ojca, który co ranek pijał ją, przed pracą wyuczając mnie tego nawyku.
- Jestem. - oznajmiam, wychodząc z małej kawiarni z plastikowym kubkiem w ręce.
- Gotowy na religię? - pytam z uśmiechem, drażniąc go.
- Jak nigdy! Co ty w takim dobrym humorze? Dzisiaj pierwszy dzień, obudź się! - żartuję.
- Chcę, by ten dzień był udany. Nowa szkoła, nowe miasto, nowy pokój, nowi znajomi. - po tym ostatnim daję mu kuksańca w bok. - Będzie super! - na mój entuzjazm przewraca oczami.
Na uczelni, sympatycznie powitała mnie miła pani z administracji, dając na kartce, rozpis zajęć na cały tydzień i informując mnie, do jakiej sali mam się udać.
Zayn odprowadził mnie pod samą sale nr 64, życząc mi powodzenia. Jego zajęcia odbywały się w sali nr 53, więc nie miał daleko, do przejścia.
Weszłam do sali i ku mojemu zaskoczeniu, byłam dopiero czwartą osobą która przyszła. Zajęłam miejsce z tyłu, czekając na Carę. Weszła chwilę po mnie, dosiadając się do mojej ławki.
Pan Wood, okazał się siwiejącym, starszym panem z zaskakującym poczuciem humoru. Od razu go polubiłam, nie owijał w bawełnę - od razu przechodził do sedna tematu. Lekcja minęła dosyć szybko, nim się obejrzałam, było już po dziewiątej i profesor wypuścił nas z sali. Czas na resztę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz