Według planu, mam mieć teraz dwie godziny zajęć z psychologii w sali 102, w budynku B. Powinny zacząć się za dwadzieścia minut, a to że jestem w innym budynku, powoduję, że mam dłuższą drogę do przebycia. Chyba. Nie przestudiowałam jeszcze dobrze mapy kampusu, co znaczy że nie wiem dokładnie, gdzie znajdują się poszczególne sale. Ruszam więc szybko, rozstając się z Carą w połowie drogi.
Nie chcę się spóźnić, więc prawie biegnę, czego nie ułatwiają mi moje botki na platformie. Mijam wielu zabieganych, pierwszorocznych studentów, pewnie w podobnej sytuacji co ja.
Docieram na miejsce z dziesięciominutowym wyprzedzeniem, więc zajmuję miejsce z przodu, gdyż akurat te zajęcia mnie interesują; są na temat mojego przyszłego zawodu.
Zaczynam przeglądać podręcznik, wertować powoli jego kartki, gdy sala się bardziej zapełnia, a w ławce obok, po mojej prawej stronie, siadają dwaj bruneci, którzy z wielką zaciętością o coś się spierają.
- Zawsze się o coś przypieprzasz, wyluzuj stary. - słyszę, jak mówi rozbawiony chłopak, ten bliżej mnie.
- Przy Tobie nie mogę! Szlak mnie z tobą trafia. - odpowiada, ten drugi, bardziej zirytowany.
Ten bliżej mnie, z dłuższymi włosami zaczyna się śmiać pod nosem i tak jak ja, zaczyna przeglądać podręcznik. Kontem oka widzę, że jego ręce, aż do dłoni, pokryte są kolorowymi tatuażami, a w uchu ma dość duży 'tunel', przynajmniej z 10mm.
Ałć?!
Chyba tutejsi studenci lubią piercing i dziary pokrywające ich ciało... Ale w porównaniu do Mike'a, czy Travis'a, nie ma ich aż tak dużo. Nie wiem jak ten drugi, bo go nie widzę, ale myślę, że nikt nie dorówna nowo poznanej mi dwójce z zespołu Tom'a w wielości tatuaży. U nich nie ma już chyba wolnego miejsca!
Czuję wibracje w mojej kieszeni, co oznacza że dostałam jakąś wiadomość. Nieostrożnym ruchem sięgam po telefon, ale niechcący szturcham książkę leżącą przede mną, przez co spada na podłogę, tuż przy ławce bruneta z tunelami.
Niezdara. - wyzywa mnie moja podświadomość.
Nachylam się, by sięgnąć po podręcznik, lecz wyprzedza mnie wytatuowany brunet i podaje mi go.
- Proszę. - uśmiecha się przyjaźnie.
- Dzięki. - odpowiadam tym samym i biorę od niego owy, niesforny przedmiot.
- Jestem Louis. - podaję mi rękę, przestawiając się.
- Molly. - robię to samo, delikatnie ściskając jego dużą dłoń. - Miło Cię poznać.
- Ciebie taż. To mój wkurwiający współlokator, który o wszystko się spina. - pokazuje na drugiego palcem, uśmiechając się do niego głupkowato, na co on marszy brwi.
- Jestem Liam. - nachyla się, by uścisnąć mi dłoń, przyjaźnie się uśmiechając. - Za to, to mój wkurwiający współlokator, który za sobą nigdy nie sprząta i jest nieznośny. - przedrzeźnia Louisa, na co chichoczę.
Teraz dokładnie widzę jego osobę. Na jego twarzy nie widzę żadnych kolczyków. Na wewnętrznej stronie przedramienia ma wytatuowane strzałki, a drugiej ręce cały 'rękaw'. Okej, to jeszcze nie tak dużo...
- Także mi miło. O to się tak sprzeczaliście? O to, że Louis za sobą nie sprząta? - pytam rozbawiona chowając pasemko spadajęce mi na oczy, za ucho.
- Tak, właśnie o to. - odpowiada Liam.
- Przesadzasz, nie jest tak źle. - wzrusza ramionami Louis.
- W ogóle. - Liam przewraca oczami, mówiąc to sarkastycznie. - Nie lubię żyć w syfie w porównaniu do Ciebie!
- To tak jak ja. - przyznaję chichocząc.
- Czyściochy się znalazły. - Louis udaję obrazę, mówiąc sarkastycznie, krzyżując ramiona.
Do sali wchodzi profesor, więc przerywamy naszą krótką konwersację.
- Witam wszystkich. Nazywam się, profesor Norton i będę was uczył, na zajęciach z psychologii. - przedstawia się wysoki mężczyzna, o ciemnych włosach, z zarostem na szczęce i pisze swoje nazwisko markerem na białej tablicy magnetycznej. Wygląda na około czterdzieści pięć lat, nie więcej. Ma niski, zachrypnięty głos, który w pewnym stopniu, jest przyjemny dla ucha. Wsłuchuję się w wykład, przestawiający nasz plan pracy na pierwszy semestr. Na koniec zajęć wręcza każdemu terminarz z pracami, które trzeba zaliczyć. Jest tego trochę więcej, niż na angielskim, ale nie dziwi mnie to - te zajęcia mam dużo częściej.
Po skończonych, długich, dwugodzinnych zajęciach z psychologii, idę z Liamem i Louisem, kierując się do budynku sportowego, gdyż zaraz na mam aerobik.
- Czyli chcesz być psychologiem? - pyta Liam z zaciekawieniem w głosie.
- Marzę o tym. - opowiadam szczerze. - Chciałabym zostać psychologiem dziecięcym.
- Woah, ja też! Fajnie, że masz marzenia i plany na przyszłość.
- Chciałabym właśnie w ten sposób pracować z dziećmi i im pomagać.
- Uwielbiał dzieci, wszyscy uważają że łapię z nimi łatwy kontakt. - uśmiecha się szeroko.
- Kujony. - jęczy pod nosem Louis, kiedy dochodzimy do końca korytarza.
- A ty, na kogo się uczysz? Też na psychologa?
- Ta, to nie był mój pomysł. Nie miałem się na co zapisać, więc postanowiłem właśnie na to, bo Liam to zrobił. Ale ten zawód wydaję się być okej.
- Bardzo ambitnie. - drażni go Liam.
- Co teraz macie? - pytam ich, chcąc zmienić temat, by nie zaczęli zaraz się kłócić.
- Zajęcia sportowe, musimy to jebaństwo zaliczyć. - odpowiada Louis przewracając oczami. Jego dobór słów mnie bawi.
- Ja tam lubię sport, jedynie ty jesteś jakiś dziwny. - mówi Liam.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego ja z tobą mieszkam i jeszcze wytrzymuję. - przyznaję Louis.
- I nawzajem.
- A ty co teraz masz? - pyta mnie Louis, ponownie zmieniając temat.
- Też zajęcia sportowe. - uśmiecham się, szczerząc zęby w zabawnym uśmiechu.
- O! A jakie wybrałaś? - pyta Liam.
- Aerobik. Nie było nic ciekawszego, jak dla mnie. A wy?
- Koszykówka. Nasze szatnie są blisko siebie, odprowadzimy cię.
- Okej.
Schodzimy po schodach, do części sportowej. Cieszę się, że znalazłam już jakiś znajomych. Ciekawe, czy Cara kogoś poznała...
Siadamy na jednej z ławek, w oddziale sportowym. Mamy jeszcze jakieś piętnaście minut do rozpoczęcia zajęć. Mijają nas studenci, przebrani już w swoje stroje sportowe; przechodzą w dresach, legginsach, czy większych T-Shirtach. Myślę, że przebiorę się dopiero parę minut przed rozpoczęciem, po co mam paradować już piętnaście minut przed czasem w obcisłych legginsach i krótkim sportowym topie, odsłaniającym mój brzuch, przed innymi studentami?
- Mogę Wam zadać jedno pytanie? - pytam, przerywając moje rozmyślenia. Jestem ciekawska, to prawda, ale to, o co chcę ich zapytać trapi mnie od samego początku, gdy ich poznałam.
- Jasne. - odpowiadają równocześnie.
- Widzę, że jesteście całkowitymi przeciwieństwami. Więc dlaczego, ze sobą mieszkacie?
- Jesteśmy przybranymi braćmi, a w dodatku łatwiej mieszkać z kimś, niż samemu. - mówi od razu Louis.
- Och. - nie wiem co odpowiedzieć.
- Moja mama wyszła za mąż, za Troy'a, ojca Louis'a. - oznajmia Liam.
- No, ślub był rok temu. Fajna impreza. - śmieje się Louis.
- Gdybyś się tak nie nawalił. - wypomina Liam.
- To był ślub! Każdy pije. - broni się chichocząc.
Ich wymiana zdań mnie śmieszy, od początku, ale teraz przechodzą już samych siebie. Drażnią się nawzajem, dla zabawy.
Wymieniliśmy się numerami, w razie pomocy z notatkami, ale też powodu nowej znajomości. Louis już mnie uprzedził, że będzie dawać mi znać o każdej nowej imprezie. Super...
Gdy mam jakieś siedem minut na przebranie się i przygotowanie do aerobiku, rozstaje się z nowymi znajomymi i ruszam do szatni.
Zajmuję wolne miejsce z brzegu ławki, gdzie aktualnie nikt nie siedzi. Szybko przebieram się w legginsy oraz czarny, krótki top sportowy, na co jeszcze nakładam bluzę, do czasu, gdy nie wyjdziemy na salę. Związuję włosy w wysoką kitkę i ściągam biżuterię, a następnie wiąże moje tenisówki.
Aerobik prowadzi Pani Russell. Brunetka po trzydziestce, z ładnym, wyrobionym ciałem.
Zajęcia mijają bardzo szybko; rozgrzewka i krótki układ. Nim się obejrzałam, już przebieram się w szatni.
Chowam ubrania do torby i wyciągam telefon. Mam jedną wiadomość od Zayn'a.
'O której kończysz?' - pisze.
'Teraz.' - opisuję.
Cieszę się, że nie wzięłam dużo zajęć. Nie muszę kończyć późnym popołudniem, nie zniosłabym tego. Zdecydowanie wystarczą mi zajęcia do trzynastej.
Telefon znów wibruję, a ekran się podświetla
'Zrywam się z angielskiego, więc ja też. Wracamy razem?' .- czytam.
'Okej. Jestem w budynku B w szatni po aerobiku, a ty gdzie jesteś?' - odpisuję.
'Uuu, aerobik...' - zaczyna mnie denerwować.
'Czekam na Ciebie przed wejściem. Zbieraj się szybko! :)' - dopisuję.
No okej. Rozpuszczam włosy, przeczesuję je szczotką, ubieram moje wysokie buty i wychodzę z szatni. Stąd nie mam daleko do wyjścia, więc niecierpliwy Zayn nie musi długo czekać.
Wychodząc z budynku, podmuch jesiennego wiatru owija moje ciało. Słońce mocno grzeję, paląc w oczy. Ugh, żałuję, że nie wzięłam okularów przeciwsłonecznych.
Przechodząc parę kroków w stronę ulicy, widzę jak Zayn siedzi na murku, a obok niego stoją... Louis i Liam?! Znają się? To by wyjaśniało ich tatuaże i tunele Louis'a - są zapewne częścią ich paczki.
- Hej. - uśmiecham się do trójki, gdy do nich dochodzę.
- No wreszcie Molly! Nie dało się dłużej, co? - uśmiecha się zadziornie czarnowłosy. Widzę, jak Louis i Liam dziwnie na nas patrzą. Aha, czyli nie wiedzą, że się znamy.
- To wy się znacie? - pyta zdezorientowany Louis, pokazując na nas palcem. Chyba czytałam mu w myślach...
- Taa, Tom nas zapoznał ze sobą w weekend, jest jej przyjacielem z dzieciństwa. - Louis i Liam są najwyraźniej zdziwieni, ich miny mówią same za siebie. Czuję uczucie ulgi, Tom nie naopowiadał przynajmniej im, żadnych bzdur o mnie jak się spił, jak to mówił Travis. - Mamy pokoje blisko siebie w akademiku. - mówi Zayn.
- Zaczęło się inaczej! - poprawiam go. - Zaynowi zachciało się poderwać jakiejś niewinnej, bezbronnej, wkurzonej studentki pierwszego roku, więc zaczekał na parkingu, kiedy ta, będzie wkurzona do czerwoności taszczyć swoją niemiłosiernie ciężką walizkę, a wtedy on postanowił zaproponować jej pomoc, co brzmiało mniej więcej tak: "Hej piękna, pomóc Ci?", a ona jedynie co mogła zrobić to spławić owego palanta. Niestety wyszło na to, że to ja muszę być nią. - Uśmiecham się słodko i pokazuję mu język, podczas kiedy Liam i Louis umierają ze śmiechu, trzymając się za brzuchy.
- Bezbronnej? Niewinnej? Pokazałaś mi środkowego palca! - Udaję urażonego, po czym sam zaczyna chichotać.
- Miałam zamiar urwać Ci głowę, ale ograniczyłam się jedynie do pokazania palca. - żartuję trzepocząc rzęsami.
- Eh, dzięki. - kręci głową, a ja chichoczę.
- No to fajnie, mam nadzieję, że idziesz na imprezę u bractwa? - pyta Louis.
- Nie ma wyboru. - odpowiada za mnie Zayn, uśmiechając się głupkowato.
- Obiecałam Tomowi, ale dalej nie jestem przekonana. - przyznaję.
- Czemu? Zobaczysz, będzie super.
- Dziwnie będę się czuć 'wepchana' w wasze grono znajomych. Nie lubię być nowa w otoczeniu. To takie niezręczne... A co jeśli ktoś mnie nie zaakceptuje? Nie polubi? - od razu mina mi zrzedła.
- Co ty pleciesz? - pyta Liam. - My Cię od razu polubiliśmy! Jest w tobie coś, co od razu przyciąga do ciebie uwagę innych, naprawdę. Nie masz się co martwić. Większość już poznałaś. - drapie się po karku, zastanawiając się co jeszcze powiedzieć. - O! Już wiem, jeśli nie chcesz iść to mogę dotrzymać Ci towarzystwa, mi się nie zbyt chce tam iść.
Miło jest to usłyszeć. Liam jest naprawdę sympatyczny. Tak, jak cała reszta, tylko że jeśli o niego chodzi, to do całokształtu jego osobowości dochodzi jeszcze opiekuńczość i odpowiedzialność; można to zauważyć od razu, na samym początku znajomości.
Chętnie ustąpiłabym na jego propozycję, ale obiecałam już wcześniej Tomowi, że przyjdę na tą cholerną imprezę. Niech to szlak...
- Obiecałam już Tomowi, jeśli nie przyjdę obrazi się. Nie wiem czemu, ale zależy mu żebym tam przyszła. - Kieruję tą wypowiedź do Liam'a, a on jedynie posyła mi uśmiech, dodający otuchy.
- Zależy mu, bo chcę żebyś nas wszystkim poznała. Chcę żebyś oswoiła się z otoczeniem, na studiach. - uśmiecha się Zayn i kładzie mi dłoń na plecy. - Będzie okej, zobaczysz.
Gdy czuję jego dotyk na łopatce, przechodzą mnie dreszcze. Nie wiem, czym spowodowane, ale to uczucie jest dziwne. Bardzo dziwne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz