niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 8

Widzę jak Cara, daje buziaka w policzek Mike'a.
Co jest?! Nic mi o tym nawet nie wspomniała, że coś ich łączy. Trochę zaczęłam się domyślać, skoro została z nim wczoraj, gdy byłam z Zayn'em nad jeziorem, ale mogła mi powiedzieć. Co oni w ogóle wczoraj robili? Muszę jej o to później spytać...
 - Molly, to Travis. - mówi do mnie Tom wskazując na chłopaka, stojącego przede mną.
 - Hej. - witam się, obdarowując go przyjaznym uśmiechem.
 - Siema. - kiwa głową i także się uśmiecha.
Jego oczy są błękitne jak ocean; łatwo można się w nich zatopić. Staram oderwać od nich wzrok, by go do siebie nie speszyć chodź to trudne.
Po mimo, tych tatuaży, wygląda na miłego.
Nie wiem czemu, ciągle oceniam ich za te tatuaże. Nie ocenia się książki po okładce Molly! - karcę się w myślach.
Muszę się do tego przyzwyczaić - to paczka znajomych Toma. Pewnie poznam jeszcze wiele osób podobnie wyglądających. Z minuty na minutę, coraz bardziej podoba mi się ich wygląd.
 - To mój współlokator i perkusista naszego zespołu. - mówi.
Co?
 - Nie mówiłeś mi nic o zespole. - marszczę brwi.
Pamiętam, że jak mieszkał w Weymouth, grał na gitarze. Była to jego pasja, hobby. Ale żeby zespół? Czemu o tym nic nie wiem?!
 - Nie pytałaś. - uśmiecha się głupkowato. Przewracam oczami i marszczę brwi.Chyba widzi ze jestem oburzona, więc wzdycha i zaczyna mówić.
 - Nazywamy się Blink-188*. Tak jak powiedziałem, Travis jest perkusistą, Mike śpiewa ze mną, ale ja dodatkowo gram jeszcze na gitarze. Trochę się podrzemy. - chichoczę. - Nic specjalnego. - wzrusza ramionami.
 - Nie bądź taki skromny. Zagracie mi kiedyś, coś? - pytam.
 - Jasne. Często, dla jaj,  gramy na imprezach w bractwie.
Wchodzimy do galerii, kierując się do najbliższej restauracji.
 - Bractwie? - nie wiem o co mu chodzi.
 - Dom Bractwa.** Największy dom studentów, uczęszczających na naszą uczelnie. Mieszkają tam tylko faceci, no chyba że pomieszkują czasem ich laski, ale to raczej chwilowe. Organizują tam co tydzień, w weekendy najlepsze imprezy! Wiem że lubisz dobrą zabawę, nawet nie mów, że nie. - puszcza mi oczko. - Pamiętam jak wymykałaś się w Weymouth na dyskoteki przez okno. Nie raz musiałem Cię łapać! - nie może ukryć rozbawienia, więc wybucha gromkim śmiechem.
 - Z tobą tam chodziłam, ty mnie do tego namawiałeś! - tłumaczę się.
 - Ja nic takiego nie pamiętam... A kto Cię musiał taszczyć z powrotem, gdy się schlałaś, dwoma drinkami? - droczy się, wycierając oczy od łez.
 - Cii! - próbuję go uciszyć. - To przez Ciebie! Mówiłam że nie piję! To była moja pierwsza impreza i pierwszy alkohol jaki miałam w ustach! Miałam z piętnaście lat, nie więcej!
 - Mhmm, jasne. - uśmiecha się głupkowato.
Czy on może przestać się ze mnie nabijać?!
 - W domu bractwa, znamy paru ziomków. Oczywiście, chyba nie muszę Cię już uświadamiać, że idziesz tam z nami w piątek? Ta domówka rozpoczyna rok studencki, będzie najlepsza! - mówi z entuzjazmem.
 - Nie masz wyboru. - szepcze rozbawiony Zayn, gdy jedziemy na ruchomych schodach.
 - Ale... nie wiem. Przecież ja tam nikogo nie znam. No jedynie was. - poprawiam się. - Kto tam w ogóle będzie?
Nie jestem przekonana do tego pomysłu. Łatwo nawiązuje nowe znajomości, ale boję się, że może jego znajomi mnie nie zaakceptują.
 - Każdy! Nie martw się tym, że nikogo nie znasz, będziesz trzymać się z nami. Zawsze możesz kogoś poznać. Będzie tam cała nasza ekipa! W dodatku, na zajęciach poznasz wiele osób. Nie daj się prosić... - patrzy na mnie błagalnym wzrokiem, ruszając zabawnie dolną wargą.
 - No dobra! Tylko przestań tak się patrzeć! - daje mu, żartobliwie kuksańca w bok.

***

Postanowiliśmy zajrzeć do McDonald's, po bardzo 'zdrowy obiad'. Każdy z osobna, zamówił sobie jakiś zestaw i zajęliśmy pierwszy stolik z brzegu. 
 - Nie wiem jak wy, ale ja kocham stąd jedzenie. - mówi Tom z pełnymi ustami, przez co prawię się opluwam, gdy parskam śmiechem. Wszyscy zareagowali podobnie. 
 - Jakie masz jutro pierwsze zajęcia? - pyta mnie, Zayn, popijając jakiś napój z plastikowego kubka.
 - Angielski z profesorem Wood'em. - pierwsze zajęcia mam z Carą, co mnie bardzo cieszy. Przez tą pierwsza godzinę spróbuję się jakoś za klimatyzować, a to że dziewczyna będzie przy mnie, bardzo mi pomorze;będę czuć się pewniej.
 - O, ten gość jest zajebisty. - oznajmia Travis kiwając głową. 
 - No, to prawda. - przytakuje Tom. 
 - A ty? - pytam Zayn'a. 
 - Religie świata. Umrę tam z nudów, ale mam zajęcia w tym samym budynku co ty, mogę Cię odprowadzić. Oczywiście, jeśli chcesz. - widzę, jak Tom i Travis przekazują sobie porozumiewawcze spojrzenia, przez co trochę się zmieszałam.
 - Jasne, chętnie pójdę z tobą. - przygryzam wargę i kiwam głową, opierając łokcie o biały blat stołu. 

***

 - Travis, ty też na drugim roku? - zagaduję go, gdy wychodzimy z restauracji.
 - Tak, jak pozostali. - kiwa głową, wskazując na Tom'a, Mike'a i Zayn'a. 
 - Och. - nie mam pojęcia co innego odpowiedzieć.
 - Słyszałem, że nie jesteś z Londyn'u. Jak Ci się tu podoba? - pyta. 
 - Jest okej. - wzruszam ramionami, na co chłopak chichocze pod nosem.
 - Tom dużo mi o Tobie mówił. Na samym początku, gdy go poznałem rok temu i zamieszkaliśmy razem w pokoju, opowiadał mi jak mieszkał w Weymouth. Często wspominał, że się z Tobą przyjaźni i w ogóle. Myślałem że jesteś jego dziewczyną, ale wybił mi to z głowy. - śmieje się. - Musiałem Cię poznać. Wiele razy chciał wyjeżdżać do Weymouth, by się z tobą zobaczyć, lecz szkoła mu to utrudniała bo nie zaliczył podczas pierwszego semestru dwóch przedmiotów. Kontakt wam się urwał, chyba? 
 - No ciężko było, myślałam, że o mnie zapomniał, ale później znów zaczęliśmy pisać i rozmawiać przez telefon i się wytłumaczył, dlaczego tak było. 
 - Jasne, rozumiem. Mówił, o tobie jak o siostrze. - uśmiecha się pod nosem. 
 - Bo zawsze traktowaliśmy się jak brat i siostra. No wiesz, takie najlepsze rodzeństwo. - puszczam mu oczko, na co się śmieje. 
 - Ostrzegał nas, że mamy się do Ciebie nie zbliżać. No wiesz, nie podrywać i w ogóle. - znów chichocze.
Szczęka mi opadła, oczy wytrzeszczyłam i znieruchomiałam. Że co do cholery?!
 - Powiedz, że żartujesz. - zakrywam twarz rękoma. Czuję, że spaliłam się ze wstydu.
 - Niestety nie, ale nie martw się. Nikt go nie wziął na serio. Był nieźle nawalony. Bełkotał coś typu; ' jak ją dotkniecie, to wam nogi z dupy powyrywam'. - widzę, jak się śmieje, drapiąc się po zaroście. - Pewnie już tego nie pamięta. Nie, żebyśmy byli jacyś nieprzyzwoici i dotykali każdej laski, którą napotkamy. - szczerzy się. 
 - Okej, rozumiem. Mam nadzieję, że nie narobił mi większego wstydu. 
 - Nie, spokojnie. - klepie mnie delikatnie po plecach, w przyjacielskim geście. - Masz zrobioną, dobrą opinie. Mówił, że jesteś super laską i jak widać, nie kłamał. - drażni się. 
 - Okej, okej. Nie opowiadaj już. - gestykuluję rękoma. 
Dochodzimy do naszych samochodów, czas na drogę powrotną. 
 - Trzymaj się, Molly. - przybija mi żółwika i wsiada, do samochodu Zayn'a.

***

 - To o której jutro? - pyta Zayn, gdy stoimy na korytarzu, w budynku C. 
 - Em, zajęcia zaczynają się o 8:15, więc może o 7:30? Przeszlibyśmy się do kawiarni po kawę? 
 - Jasne, psuję mi. To o 7:30, tutaj? - uśmiecha się. 
 - Tak. 
Posyłam mu przyjazny uśmiech i mam zamiar już odejść, do swojego pokoju, ale zatrzymuję się, gdy słyszę jego głos. 
 - Molly? 
 -Hm? 
 -Em... Ładnie dziś wyglądasz. - odpowiada nieśmiało, odwracając wzrok ku podłodze.
Czuję falę ciepła, zalewającą moje policzki, kiedy pojawiają się na nich rumieńce. 
 - Dziękuje. - Jedyne, co udaje mi się powiedzieć. 
Posyła mi nieśmiały uśmiech i rozchodzimy się w dwie przeciwne strony korytarza. 
Wchodzę z impetem do pokoju, nie panując nas swoimi ruchami i siadam na łóżko. Cara stoi przy szafie, pewnie wybierając ubrania na jutro. 
 - Co ty taka czerwona jak burak? - pyta, marszcząc brwi ze zdziwienia.



* Blink-188 - prawdziwa nazwa Blink-182; w skład wchodzą Tom Delonge, Travis Barker i Mark Hoppus. Nazwa w opowiadaniu jest podobna, ze względu na bohaterów, którzy są członkami zespołu.
** Dom Bractwa. - zainspirowane, innym blogiem o podobnej tematyce.

* Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz