Jęczę do siebie pod nosem i zakrywam twarz kołdrą. Nie mam najmniejszej ochoty wstać.
Przewracam się na drugi bok, usiłując dobrać wygodną pozycję, by ponownie pochłonęła mnie kraina snów.
- Wstawaj leniu! - krzyczy i uderza mnie w głowę poduszką.
Jestem pewna, że nie da mi pospać. Nie zostaje mi nic innego, niż grzeczne posłuchanie blondynki, bo inaczej znów oberwę poduszką.
- Nienawidzę Cię... - mamroczę.
Podnoszę się do siadu i ocieram zaspane powieki. Rozglądam się zamglonym wzrokiem po jasnym pomieszczeniu. Cara krząta się po nim, wyciągając ubrania i kosmetyki z szafy.
Czy ona naprawdę nie ma co robić z rana?
Na przykład spać?!
Już miałam zamiar znów się położyć, ale z wyprzedzeniem usłyszałam jej zirytowany, piskliwy głos.
- Nawet nie próbuj, kłaść się z powrotem. Miałyśmy iść na zakupy, nie pamiętasz?!
- Która godzina? - puszczam jej uwagę mimo uszu i pytam zachrypniętym głosem.
Nie wiem gdzie wczoraj położyłam telefon. Pewnie, nie gdzieś w zasięgu mojego wzroku.
- Dochodzi dziesiąta. Ile masz zamiar przeleżeć w łóżku?
- Dziesiąta?! Idę spać. - bąkam pod nosem, nic sobie z niej nie robiąc. Zwijam się w kulkę, pod ogrzaną przez moje ciało, pościelą.
- Nie idziesz. - zrzuca mi kołdrę, przez co przechodzi mnie niemiłosierny dreszcz. - Umówiłam się z Tom'em i Mike'em, że spotkamy się o szesnastej pod centrum handlowym, tu za rogiem.
Całkowicie zapomniałam, że miałyśmy się z nimi spotkać!
Wygramoliłam się pośpiesznie z ciepłego łóżka i przeciągnęłam się, by wyprostować kości. Z szafy wzięłam pierwsze lepsze czarne legginsy, które leżały na wierzchu i za duży T-Shirt. Sięgnęłam po komplet bielizny, duży ręcznik i kosmetyczkę.
Już miałam wyjść z pokoju, lecz zatrzymał mnie głos dziewczyny.
- Gdzie się wybierasz? - zapytała.
- A jak myślisz? To chyba oczywiste, że do łazienki. - wycedziłam.
- Oj nie chcesz tam wejść. - zaczyna chichotać.
- Niby, czemu?
- Nie pamiętasz? Wspólne łazienki... - uśmiecha się głupkowato.
Cholera! O tym też zapomniałam!
Mamy wspólne łazienki... To nie jest dobre połączenie; akademik, dziewczyny i chłopaki w jednej łazience. Co jest z tymi ludźmi nie tak, że wpadli na taki pomysł?!
Wkurza mnie reakcja Cary. Jestem przewrażliwiona na puncie prywatności, a ona się cieszy nie wiadomo z czego.
- Powiedz że żartujesz... - opieram dłoń o czoło i kręcę głową w niedowierzaniu.
- No chodź, nie jest aż tak źle. Popilnuje Ci kabiny, gdy będziesz brała prysznic. Przy okazji uczeszę się.
Nie mam pojęcia, dlaczego podchodzi do tego z taką łatwością. Ja nie mam ochoty, by śliniący się faceci na widok dziewczyny w ręczniku, dzielili ze mną takie pomieszczenie. To nie stosowne!
***
Tak jak się spodziewałam, łazienka nie wyglądała już tak dobrze, jak nasz pokój. Widać, że nie przeprowadzano tu remontu od lat. Kafelki są pożółkłe, a kotary przy prysznicach nie wyglądają na zbyt czyste. Lustra przy umywalkach są zaparowane. To wszystko nie wygląda zbyt zachęcająco.
Kojarzy mi się z to z typowymi łazienkami w liceach - popisane, zniszczone i wypełnione dymem papierosowym, przez nastolatków.
- Molly, nie jest aż tak źle. Myśl pozytywnie - mogło być jeszcze gorzej. - Mówi Cara, pewnie dlatego że widzi moją zniesmaczoną minę.
Rozbieram się i wchodzę do jednej z kabin mieszczących się w rzędzie na przeciwko umywalek i luster. Ubrania zostawiam na małym stojaku, przeznaczonym na to.
Pocieszające jest to, że facetów od nas, dzieli ściana. Może mogą bez problemu tu wejść, bo umożliwia to korytarz prowadzący do wyjścia i wejścia z łazienki, ale nie są z nami bezpośrednio połączeni. Pewnie i tak sobie z tego nic nie robią i wchodzą tu kiedy tylko chcą, ale wolę o tym nie myśleć. Muszę się jakoś przemęczyć.
Nie oszukujmy się, mężczyźni, a najczęściej Ci na studiach, to brudne stworzenia - nie potrafią utrzymać porządku; są bałaganiarzami. Tam gdzie oni są, tam jest syf. Rzadko kiedy zdarza się taki, by sprzątał po sobie i lubił ład wokół siebie. Oni mają wszystko gdzieś, a ja w porównaniu do nich uwielbiam czystość. Nie, żebym była jakąś pedatką, ale lubię wiedzieć gdzie co jest; mieć wszystko dobrze umiejscowione, wszystko zgrane oraz, by w moim otoczeniu był porządek!
Biorę szybki prysznic i myję włosy swoim ulubionym szamponem o zapachu wiśni. Następnie owijam włosy i ciało ręcznikiem i wychodzę na chłodne kafelki.
Cara czeka na mnie, siedząc na dużej umywalce, piłując paznokcie.
Zdejmuję ręcznik z włosów i tarmoszę nimi, by trochę oschły. Wyciągam krem z kosmetyczki i wmasowuję go w policzki i czoło.
Ubolewam na tym, że nie możemy mieć własnej łazienki, tak jak to zawsze było na wycieczkach szkolnych. No ale niestety nie można mieć wszystkiego.
Wszystkiego?! To tylko głupia łazienka Molly, ogarnij się...
Miałam zamiar się przebrać, ale powstrzymałam się, gdy usłyszałam czyjś męski głos i pojedyncze śmiechy.
- O widzę, że piękne panie już po prysznicu. - Za ściany wygląda piegowaty brunet, świdrując moje ciało od góry do dołu, a z tyłu za nim stoi mała grupka, towarzyszących mu chłopaków.
Podnoszę jedną brew. Gdyby mój wzrok mógł zabijać - leżałby już martwy.
Nie mogę się powstrzymać i pokazuję mu środkowy palec, a potem odwracam się z powrotem w stronę lustra.
Słyszę, jak tylko prycha i odchodzi. Trzeba przyznać, miłe rozpoczęcie dnia...
***
Po prysznicu, ubrałam na siebie czerwoną koszulę w kratę bez rękawów i jeansowe szorty z wysokim stanem. Dodałam do tego czarne Vansy - po wczorajszym dniu, nie mam najmniejszej ochoty, na chodź trochę wyższe buty.
Zrobiłam lekki makijaż, dodając jedynie różową szminkę na wargi, a włosy związałam w niechlujnego koka, z którego wydostały się pojedyncze pasma spadające na mój kark.
Wzięłam swoją uniwersalną torebkę i razem z Carą ruszyłyśmy na zakupy.
Może, ten dzień będzie lepszy, niż jego poranek?
* Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz