sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 5

   Zayn, tak jak powiedział, postanowił zaprowadzić mnie nad jezioro. Wyjawił mi swój sekret; że lubi tam czasem posiedzieć w samotności, by się odizolować od innych i pomyśleć. To jego 'osobiste' miejsce, jeszcze nikogo tam nie przyprowadził. 
Tą informacją mi bardzo zaimponował. Jestem tą pierwszą, ale czemu miałby przyprowadzić tam akurat mnie? Znamy się jedynie parę godzin...
- Myślę że lepiej pojechać samochodem. Nie jest tak blisko, jak do tej knajpki. - powiedział, wzruszając ramionami, jednocześnie pokazując palcem na pojazd, parę metrów przed nami.
Podeszliśmy do dużego, czarnego samochodu, oddalając się jednocześnie od ceglanego budynku.
Od razu, kulturalnie, otworzył mi drzwi.
- Proszę. - wskazał na wnętrze, pokazując mi, bym wsiadła. 
- Dzięki. - zgrabnie wgramoliłam się do środka i zapięłam pasy.
Dołączył do mnie i pierwsze co zrobił, to jednym przytrzymaniem przyciku, pozwolił, by szyby wsunęły się do środka, pozwalając na wywietrzenie pojazdu, a następnie włączył radio. Akurat leciał utwór Miley Cyrus - 23, który ostatnio polubiłam. 
Nie, żeby był to numer jeden w mojej playliście, ale uważam że jest okej.
 - Lubisz to? - zapytał wskazując na radio, jednocześnie odpalając silnik. Pewnie zobaczył że kiwam się na siedzeniu do rytmu piosenki.
 - Tak. 
Zayn uśmiechnął się szeroko, patrząc na mnie kątem oka. 
 - Tak się składa, że ja też to lubię. - obdarował mnie zadziornym uśmiechem i przekręcił gałką, co spowodowało że muzyka zaczęła grać znacznie głośniej. 
Gdy tak jechaliśmy, mając okna w całości otwarte, ludzie na ulicach odwracali się, na widok 'naszego auta'; ich miny były bezcenne.
Nie mogłam się oprzeć i zaczęłam śpiewać do owego utworu. 
U mnie takie zachowanie było dość naturalne; zawsze tak robiłam, gdy leciał jakiś kawałek który wpadł mi w ucho, a akurat znałam słowa. 
'J’s on my feet
J’s on my feet'
- słowa opuszczały moje usta, a moje ciało kołysało się do rytmu. 

Rozbawiłam tym nieco Zayn'a, lecz po chwili dołączył do mnie dodając pasujące słowa: 
'J’s on my feet
So get like me'
 

Nie obyło się bez wybuchu śmiechem. Nie krępujemy się w swoim otoczeniu.
Jestem pewna, że będziemy się dobrze dogadywać. Fajny z niego facet. I jaki przystojny... - dodaje moja podświadomość, ale szybko ją od siebie odpycham. 

Jechaliśmy jeszcze około dziesięć minut, kiedy Zayn wyjechał na jakieś pustkowie wysypane żwirem. Po chwili dopiero zauważyłam, że w pewnej odległości od nas jest pełno roślinności. 
Podjechał do owej zieleni i wyłączył silnik. Wysiadł i ponownie otworzył mi drzwi, jak przystało na dżentelmena. 
 - Wysiadamy piękna. - uśmiechnął się flirciarsko. 
Postanowiłam zostawić to bez komentarza, obdarzyłam go jedynie dziwnym spojrzeniem, na co prychnął śmiechem. 
Wysiadłam z gracją jednocześnie naciągając spódnicę, by nic nie odsłoniła. 
Kontem oka widzę, że Zayn śledzi każdy mój ruch, lecz udaję że tego nie zauważyłam. 
Zaczął mnie prowadzić przez dróżkę z trawy, otoczoną dużymi krzewami i zaroślami. Nie wiedziałam, że będziemy przechodzić przez jakieś chaszcze! Ubrałabym inne buty...
 - Nie mogłeś mnie uprzedzić?! - udaję obrazę. - Patrz jakie mam buty! - wskazuję ręką, moje wysokie szpilki. 
Chłopak wydaję się być zaskoczony, zapewne zapomniał o tym całkowicie. Zaczyna chichotać, patrząc na mnie, jak stoję podpierając ręce na biodrach. 
 - Bardzo zabawne. - mówię sarkastycznie przewracając oczami. - Trudno. - oznajmiłam.
Bezceremonialnie ściągnęłam je z nóg i pozwoliłam zmęczonym stopom dotknąć miękkiej trawy. Biorę je w rękę, trzymając za obcasy. 
Nie, żebym była jakaś humorzasta. Po prostu już trochę bolą mnie nogi; cały dzień przechodziłam w wysokich obcasach. Nie robi mi żadnego problemu chodzenie na boso, przyznam że to bardzo przyjemne, gdy chłodna trawa łaskocze w podbicie stóp. 
Chłopak patrzy na mnie z rozbawieniem w oczach.
 - A no rzeczywiście. Przepraszam. - uśmiecha się przepraszająco, lecz po chwili powraca do głupkowatego uśmieszku. - Jak nie chcesz iść na boso, mogę Cię trochę ponosić. - rusza wymownie brwiami, przez co prycham śmiechem. 
 - Poradzę sobie. - przewracam oczami. - To idziemy, czy będziesz tak na mnie patrzył? 
 - Hmm, trudny wybór. Wolę chyba ciągle na Ciebie pa... - przerwałam mu. 
 - Idziemy. - rozkazałam, na co się zaśmiał.
Przeszliśmy jeszcze kilka metrów, minęliśmy wiele krzaków i podobnych chaszczy, a naszym oczom ukazał się dość duży zbiornik wody, który jest ponoć jeziorem. 
Widok zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wszystko wyglądało pięknie. Parę kroków przez trawę, przed wodą był wysypany piach, podobny do żwiru; wodę otaczała zieleń wysokich krzewów, a na niebie widniało słońce, przygotowujące się do zachodu. Tafla wody stała się nieruchoma, wokół panowała cisza i spokój.
Patrząc na to wszystko, nie zauważyłam jak Zayn ruszył się z miejsca i zaczął kroczyć w stronę wody. Spokojnie, na nic nie zważając ściągnął swoją koszulkę. 
Co on do cholery robi? Chyba nie ma zamiaru tam wejść, prawda?! 
Widzę jak podchodząc coraz bliżej tafli wody, ściąga buty, a zaraz po tym skarpetki. Chyba jednak zamierza tam wejść...
Nie odwracając się, ani razu w moją stronę ściąga swoje jeansy i rzuca je na trawę. Zostaje jedynie w obcisłych, czarnych bokserkach. 
On sobie chyba żartuje?! 
Obserwuję dalej, ruchy jego ciała, od tyłu; gdy przekracza próg wody, zatapiając w niej coraz więcej ciała, aż wreszcie stoi do połowy zanurzony w owej cieczy. 
Stoję tak cały czas, w miejscu z szeroko otworzonymi oczami i pytam samą siebie w głowię, czy to się dzieje naprawdę. 
Chyba sobie nie myśli, że teraz pójdę tam za nim. 
Jeśli tak, to jest w głębokim błędzie.
Odwrócił się wreszcie do mnie, badając emocje na mojej twarzy. 
 - Chodź tu Molly. - odparł cicho, lecz na tyle, bym go usłyszała.
Nie wiem jak, ale stopy same zaczęły kierować mnie w jego kierunku, sprzeciwiając się moim myślą. 
Zatrzymałam się, krok przed wodą. 
 - Molly, nie zastanawiaj się. Woda jest na tyle czysta, że widać dno. Choć, póki jest jeszcze ciepła. 
Weszłam. Zamoczyłam nogi, trochę nad kolano. Na więcej nie pozwalała mi spódnica. Nie zamierzam zmoczyć sobie ubrań. Nie będę wracać do akademika przemoczona. 
 - Nie wejdę dalej, nie chce mieć mokrych ubrań. - mówię mu.
 - To się rozbierz. - daję mi szybką odpowiedź. 
Wspaniałomyślny Zayn... 
 - Nie będę się przed tobą obnażać. - na to prychnął śmiechem. 
 - Nie każe Ci się rozbierać... nie no w sumie każe. No boże Molly, masz na sobie na pewno majtki i stanik, nie? Co za problem? No dobra, obiecuję że nie patrzę! - przykłada rękę do piersi, w geście przysięgi, a następnie zakrywa oczy dłońmi i odwraca się plecami do mnie. 
No trudno, raz się żyje. Co mi zależy? To prawię to samo, co strój kąpielowy... prawię. 
Wyszłam pośpiesznie z wody, ściągając jednocześnie biały crop top i rzuciłam nim na ziemie. Zrobiłam to samo, z czarną spódnicą. 
Na szczęście, mam dzisiaj na sobie komplet zwykłej, czarnej bielizny. Nic specjalnego. Nie pobudzę tym jego wyobraźni... mam nadzieję.
Natychmiast weszłam do ciepłej wody, zakrywając biustonosz rękami. Jakby miało to w czymś pomóc...
 - Ładnie wyglądasz. - powiedział Zayn, gdy byłam wystarczająco blisko. 
Uśmiechnął się promiennie, delikatnie wykrzywiając różowe usta. 
W jego uśmiechu jest coś innego, wyróżniającego. Przykuwa uwagę. Patrząc na to, moje serce samo się uszczęśliwia, kołaczę głęboko w mojej piersi, a w brzuchu czuję łaskotanie. Nie mogę przestać spoglądać na jego świecące oczy; długie czarne rzęsy, unoszące się kąciki ust; wargi, które jeszcze bardziej różowieją, język chowający się za zębami, gdy właśnie się uśmiecha. 
Teraz zaczęłam dopiero zdawać sobie sprawę, w jakim wielkim stopniu jest przystojny. 
Światło zachodzącego słońca, oświetlającego jego piękną twarz, odbija się od srebrnego kolczyka w brwi. Policzki wydają się być jeszcze bardziej gładkie, niż są. W oczach znajdują się nie znane dotąd iskierki. Zarost pojawiający się na szczęce, dodaje mu męskości. 
Wygląda jak model - to jest najlepsze określenie. 
Dopiero teraz, uzmysłowiłam sobie, że chłopak podniósł mnie do góry i przewiesił sobie mnie przez ramię. 
 - Co ty robisz?! Puszczaj mnie! - zaczynam krzyczeć i piszczeć, ale dekonspiruje mnie mój chichot, przez co brzmię mniej groźnie. 
Zaczął zmierzać, ku większej głębokości. 
Co on robi? 
 - Chcę z powrotem do wody! - zaczynam się szamotać. 
Mogłam tego nie mówić...
 - Z powrotem do wody? Nie ma sprawy. 
Czuję, jak podrzuca mnie w powietrze. Uderzam o tafle, przeźroczystej cieczy, z głośnym chluśnięciem.
 - Ni... - nie zdążam dokończyć, gdy jestem już pod powierzchnią wody. Szybko się wynurzam, przecierając oczy. 
 - Czemu to zrobiłeś?! - wrzeszczę. 
Odpowiada mi jedynie gromkim śmiechem. Jednym ruchem ręki chlapie w niego wodą, która teraz spływa kroplami po jego idealnej twarzy. 
 - Będziesz tego żałować! - próbuje brzmieć groźnie i zaczyna płynąć w moją stronę. 
Zaczynam piszczeć jak mała dziewczynka i wybiegam z wody. Od razu przechodzi mnie zimny dreszcz. Jest zimniej niż przypuszczałam...
Nagle łapie mnie od tyłu i zaczyna łaskotać swoimi dużymi dłońmi po brzuchu i żebrach. Mam straszne łaskotki, co spowodowało, że zaczęłam się wić w jego ramionach chichocząc. 
 - Za... Za...Zayn! Prze... stań! - dukam, zanoszac śmiech. 
Wreszcie ustaje na moje błagania i poluźnia uścisk swoich ramion. 
Trzęsę się z zimna, jestem cała przemoczona. Woda kapie ciurkiem z moich włosów na gołe ramiona. Ciało pokryte jest gęsią skórką.
Zayn to zauważa. Stojąc przede mną, pociera dłońmi moje ramiona, powodując że trochę robi mi się cieplej.
 - Zbieramy się. - odrzeka przygryzając wargę, patrząc na mnie wyczekująco. Odpowiadam mu jedynie skinieniem głowy. 
Czy on wydaję się być zmartwiony? 
Jestem świadoma tego, że muszę mieć już sine wargi. Trzęsę się i nie mogę tego opanować. 
Czarnowłosy podaje mi suche ubrania. 
Zakładając je, na mokrą bieliznę czuję dyskomfort, ale nie mam innego wyboru. Teraz żałuję że top, jak i spódnica, jest taki krótki. Marzę o czymś ciepłym.

Gdy jesteśmy już przy aucie, Zayn otwiera mi drzwi, czekając aż wgramolę się do środka, a sam znika za samochodem. 
Po chwili, przychodzi do mnie i owija mnie dokładnie ciepłym kocem, który zapewne wziął z bagażnika. 
Jest taki opiekuńczy, coraz bardziej mi imponuję. - myślę. 
Ruszamy, z tego wyjątkowego miejsca, a czas umila nam ciche granie radia. Pokonujemy drogę w ciszy.
Nim się obejrzałam, byliśmy już pod budynkiem akademickim. Złożyłam koc w kostkę, położyłam go na siedzeniu z tyłu i wyszłam z pojazdu. 
Na dworze zaczyna się ściemniać, nawet nie wiem która jest godzina. 
Czekam, aż dołączy do mnie i razem ruszamy do wnętrza budynku C. 
 - Fajnie spędziłam dzisiaj czas. - posyłam mu promienny uśmiech, gdy wchodzimy po schodach na piętro, gdzie znajdują się nasze pokoje. 
 - Fajnie, że Ci się podobało. - odpowiada.
Dochodzimy już do drzwi mojego pokoju. Na korytarzu panuję spokój, nie ma nikogo w pobliżu, jest cicho. 
 - Tak w ogóle który to twój pokój? - pytam.
 - 49. - pokazuję ręką, na drewniane drzwi, po drugiej stronie ściany, znacznie bliżej schodów. 
 - Będę, czasem wpadać. - informuję go przygryzając wargę. 
 - Dla ciebie, drzwi zawsze otwarte. - szczerzy zęby w uroczym uśmiechu. 
 - Trzymam za słowo. - droczę się.
 - Dzięki za dotrzymanie towarzystwa nad jeziorem. - rusza wymownie brwiami. 
 - I wzajemnie.- przewracam oczami, na co chichocze.
 - No to cześć piękna. - zaczęło mi się w sumie podobać, gdy tak mówi. 
 - Dobranoc Zayn. - odpowiadam i przekręcam klucz w zamku. 
Słyszę ciche 'dobranoc' i kroki które stawia, idąc do swojego pokoju.
Naciskam klamkę, posyłam mu ostatni dzisiaj uśmiech i znikam w pomieszczeniu. 
W środku jest ciemno, muszę zapalić światło. Nie ma Cary. Pewnie wyszła gdzieś z Mike'em. 
Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. Postanawiam, że wykąpie się rano, a teraz się jedynie przebiorę. 
Zakładam różową piżamę, związuję włosy w kitkę i kładę się do łóżka. Tego mi było trzeba.
Nim się obejrzałam pochłonęła mnie kraina snów...

* Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz