piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 12


 Soundtrack do rozdziału:
- The Beatles - Yesterday

***

Liam wyszedł, a ja znów jestem sama. Sama jak palec, nie mogąc do nikogo skierować choćby jednego, marnego słowa, jednej marnej wypowiedzi. Może, gdyby nie przeszłość, nie przejmowałabym się tak samotnością, nie bałabym się jej? Może, nie przyprawiałaby mi większego bólu? Nie powodowałaby powrotu, do sytuacji z przed tylu miesięcy? Nie wpadałabym w ponowną depresję?
Wiele osób czerpie z samotności przyjemność. Daję im spokój, odpoczynek. Jedni nawet, wolą samotność, niż towarzystwo innych ludzi. Chciałabym tak to odczuwać, chociaż w najmniejszym stopniu. 
Walczę ze sobą, by nie pochłonąć się we wspomnieniach, tak, jak to się dzieje za każdym razem. W tych nie chcianych wspomnieniach... Tych, które niszczą mnie od środka. Moje wnętrze przez nie powoli ubiera, pali się samo od środka. Z chwili, na chwilę kolejnej dawki samotności robi się jeszcze gorzej, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie umiem sobie z tym poradzić. 
Nie dziele się tym z nikim, więc nikt inny też sobie z tym nie poradzi. To kolejny przykład, na moją wewnętrzną samotność.

To takie dziwne. Gdy jestem w pobliżu znajomych, rówieśników, czy nawet rodziny, wydaję się być zwykłą, wesołą nastolatką. Zachowuję się normalnie; spotykam się ze znajomymi, śmieję się, spędzam czas w jakiś pożyteczny sposób. To właśnie jest to, ja mam dwa oblicza. Jedno - przeciętna, trochę szalona nastolatka, lubiąca przygody, zakupy, muzykę, książki i nowe znajomości - i drugie - samotna, zdołowana, pogrążona w depresji, nie mająca chęci do niczego. Teraz, przemawia przeze mnie to drugie, bolesne oblicze, które jest jedynie udręką.

Tyle razy zastanawiałam się, co zrobiłabym, jakbym potrafiła cofać czas. Zmieniłabym wszystko? Jeśli nie, to co dokładnie?
Nie, zmieniłabym wszystko związane z Nim, nic innego. Wymazałabym go kompletnie z mojej pamięci na dobre. Nigdy bym go nie poznała i nie przechodziłabym przez to bagno teraz i nigdy więcej.
On nigdy do mnie nic nie czuł? Po prostu zabawił się mną? Nie wiem, co myśleć... Na to wygląda, że do mnie nic nie czuł. Kto zakochany zostawia obiekt swoich uczuć, tak nagle, bez słowa wyjaśnienia i nie daje znaku życia przez prawie pół roku? 
Ale jednocześnie, jakby do mnie nic nie czuł, to po co marnował na mnie tak długo czas? Tyle miesięcy? To wszystko jest bez sensu...

I znowu to się zaczyna. Znowu o nim myślę. Czy to musi być takie trudne? Nie mogę o nim po prostu zapomnieć? Co ja takiego zrobiłam w tym popierdolonym świecie, że los się na mnie tak mści?! 

Jego zielone oczy, w którym zatapiałam się codziennie. Jego uśmiech, który pojawiał się na mój widok. Jego brązowe włosy, powiewające na wietrze. Jego umięśniona sylwetka, którą lubił podkreślać. Jego śmiech, którym za każdym razem mnie oczarowywał. Jego sposób mówienia. Jego... On sam, cały idealny. Nie! Kurwa, Molly ogarnij się! On Cię nie kocha! Ty też powinnaś go nie kochać! 
Nic nie mogę poradzić na to, że łzy zaczynają cieknąć ciurkiem, po moich policzkach i szczęce. Moje ciało zaczyna się trząść i wpadam w rozpacz. Ręce owijam wokół ramion i kiwam się na boki. 
Czemu muszę być taka słaba?! Gdyby mnie teraz zobaczył, na pewno odczuł by satysfakcję. Muszę być silna, chodź nie potrafię. To mnie przerasta.
Wycieram wierzchem dłoni twarz, a na powierzchni skóry zostaję duża smuga łez i tuszu. Zaczynam coraz mocniej pocierać ramiona, czuję jak moja skóra się rozgrzewa, a na jej powierzchni widnieją czerwone ślady.
Słyszę, dobrze znane mi wibrację - sms. Nie mam najmniejszej ochoty teraz go odczytywać, ale ciekawość bierze górę. Sięgam na stolik, po telefon i stukam w małą kopertę, oznaczającą wiadomość. Zerkam...
I zamieram... Nie, błagam, nie. Nie teraz. Niech mnie ktoś uszczypnie, a to okaże się jedynie koszmarem. Błagam! 
Oczy znów się zaszkliły, a ręce odmawiają posłuszeństwa i dygoczą tak, że ledwo trzymam telefon. Wiadomość... cholerna wiadomość!
Opadam na łóżko i tulę głowę do poduszki, zaczynając kolejną falę rozpaczy. Czuję, jak już jest przesiąknięta słonymi łzami, wymieszanymi z tuszem. Kręgosłup mam wygięty w nienaturalny łuk, ale nie obchodzi mnie ból fizyczny. Jest niczym, przy tym, który jest we mnie, w środku.

'Proszę Molly, odpisz mi. Wszystko Ci wytłumaczę. Tęsknie za Tobą...' - napisał mi Jimmy. 

Co on do cholery, chce mi tłumaczyć?! Tęskni za mną?! Co za hipokryta!
Nie wytrzymuję już i rzucam telefonem o ścianę. Słyszę huk, gdy opada na podłogę. Jakoś mi ulżyło... Pewnie jest rozbity, ale nie obchodzi mnie to.
Sięgam do mojej szuflady w komodzie, przy łóżku. Wyciągam z niej, małe pudełeczko, przeznaczone na biżuterię, lecz ja tam jej nie trzymam, tylko coś innego. Coś o wiele lepszego. Coś, co mi teraz pomoże. Wyjmuję jednego skręta, odłożonego na czarną godzinę i chowam wszystko na swoje miejsce. Nie chcę, by Cara coś zauważyła, wtedy nie dałaby mi spokoju, powiedziałaby Tomowi. Nie chę tego, nie chce, by ktokolwiek wiedział. To moja tajemnica. 
Otwieram okno na oścież, by w pomieszczeniu, nie było zapachu marihuany. Odpalam jointa, wychylam się opierając skrzyżowane ręce na parapecie i zaciągam się jak najmocniej. Czuję dym, drażniący moje płuca. To jest to, co potrzebuje. Zaciągam się ponownie, równie mocno.  Ta błoga chwila mogłaby trwać wiecznie.
Nim się spostrzegłam, wypaliłam całego i znacznie się rozluźniłam. Uśmiech, widniejący teraz na mojej twarzy, jest tak mocno odczuwalny, że aż chcę mi się śmiać. W sumie to teraz, ciągle się śmieję, bez powodu. Przyjemne uczucie, nie muszę się teraz niczym przejmować.
Zamykam okno i nad zwyczajniej w świecie, kładę się do łóżka, by zasnąć. Teraz jestem spokojna, więc to nie będzie trudne. Marnuję fazę, ale przynajmniej do jutra nie wyleję żadnej łzy, przez niego...


*Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz