Powoli wstaję z łóżka, jęcząc. Moje ciało jest całe zdrętwiałe, przez leżenie zwinięta w kulkę; bolą mnie wszystkie mięśnie. Jestem otępiała, przez wczorajszy wieczór, pełen męki.
Po otworzeniu oczu, miałam nadzieje, że był to tylko głupi koszmar. Niestety, to była bolesna rzeczywistość.
Irytujący dźwięk, ciągle torturuję moje uszy. Nie widzę nigdzie mojego telefonu.
A no tak, przecież rzuciłam nim o ścianę.
Leży tam, w częściach; jestem zdziwiona, że jedynie rozleciał się z karty, baterii i klapki, a na ekranie jest małe pęknięcie. Miałam wrażenie, że uderzenie było mocniejsze...
Nie mam ochoty i siły iść na pierwsze zajęcia. Pójdę jedynie na psychologię. Nastawiam budzik na półtorej godziny później i kładę się z powrotem do łóżka, pogrążając się we śnie.
***
Przyszłam dzisiaj tylko na dwie godzinny psychologii. Zaraz odbędą się zajęcia, więc idę pośpiesznie do sali.
Liam siedzi już w ławce, czytając książkę. Dosiadam się do niego z uśmiechem.
No właśnie, z uśmiechem. Wczorajszy smutek mnie opuścił, przynajmniej na razie. Mam nadzieję, że zostanę w dobrym humorze, do imprezy.
- Hej, Liam. - witam się i zajmuję miejsce obok niego.
- Cześć. - uśmiecha się.
- Nie ma Louis'a?
- Tak, jak większości. - wskazuje na opustoszałą salę.
- No tak, mówiłeś. Zrobili sobie wolne. - przewracam oczami. To staję się powoli moim nawykiem
- Idioci, później będą się dziwić, że mają zaległości. - mówi.
- Za głupotę się płaci. - wzruszam ramionami.
Zajęcia, zaczynają się po chwili i siedzimy już cicho.
Zajęcia, zaczynają się po chwili i siedzimy już cicho.
Dzisiaj profesor nie mówi nic ciekawego, robię krótkie notatki, uwzględniając jedynie najważniejsze rzeczy i czekam, aż te męki się skończą.
Po nudnych, dwóch godzinach wykładu, o komunikacji psychologa z drugą osobą, Liam odprowadza mnie na parking.
- O której przyjdziesz na imprezę? - pyta.
- Cara zostawiła mi rano kartkę, że jedziemy z Mikiem, jego samochodem. Wyjeżdżamy o dwudziestej, z tego co pamiętam. - wzruszam ramionami. Jedynie tyle pamiętam, nie zerknęłam na kartkę dłużej, niż parę sekund.
- No to już wszyscy powinniśmy być. - szczerzy się.
- Jakoś to będzie. - uśmiecham się pogodnie.
- Dasz radę. - chichocze. - No to, do imprezy.
- No, cześć.
Wsiadam do samochodu, puszczam moją ulubioną płytę The Beatles - Help!* i jadę powoli do kampusu. Nucę pod nosem cicho piosenkę lecącą w radiu i kołyszę się do rytmu.
Ostatnia noc była tą nocą,
Z ktorej cię zapamietam.
Kiedy myślę o rzeczach, które robiliśmy
To chce mi się płakać.** - muzyka rozbrzmiewa w całym samochodzie.
Przydałoby się zjeść coś, przed wróceniem do akademika. Decyduję się na McDonald's, które jest najbliżej. Zamawiam zestaw w McDrive i jadę do "domu".
Telefon, leżący na siedzeniu obok, zaczął dzwonić, więc, kiedy zatrzymuję się na czerwonym świetle, odbieram.
- Halo? - mówię. Nie zdążyłam zobaczyć kto dzwoni.
- Hej Molly. Jesteś gotowa na imprezę? - słyszę wesoły i entuzjastyczny głos Tom'a.
- Tom, przecież dopiero czternasta. Wracam z McDonald'a. - przewracam oczami.
- No ale muszę się upewnić, że przyjdziesz.
- Dałam Ci przecież słowo. Na pewno przyjdę. Z Mikiem i Carą, będziemy po dwudziestej.
- Okej, okej. Nie mogłem się wczoraj do Ciebie dodzwonić, coś się stało? - zapytał.
Boże...
- Nie, wszystko okej. Po prostu się uczyłam i nie usłyszałam, bo mam wyciszony dźwięk.- skłamałam. - A co chciałeś?
- Muszę Ci coś powiedzieć! - przez jego ton głosu wiem, że się uśmiecha.
- No to słucham. - podtrzymuję telefon ramieniem, ruszając na zielonym świetle.
- Nie tak prędko! Dowiesz się na imprezie, a nawet... coś zobaczysz.
- Nie, Tom! Wiesz, że nienawidzę niespodzianek! Powiedz mi teraz!
- Nie, dowiesz się po dwudziestej. Na razie! - zaśmiał się i rozłączył połączenie.
Czasem Cię nienawidzę Tom...
* - piąty album The Beatles z 1965 roku.
** - fragment piosenki The Night Before - The Beatles
Po nudnych, dwóch godzinach wykładu, o komunikacji psychologa z drugą osobą, Liam odprowadza mnie na parking.
- O której przyjdziesz na imprezę? - pyta.
- Cara zostawiła mi rano kartkę, że jedziemy z Mikiem, jego samochodem. Wyjeżdżamy o dwudziestej, z tego co pamiętam. - wzruszam ramionami. Jedynie tyle pamiętam, nie zerknęłam na kartkę dłużej, niż parę sekund.
- No to już wszyscy powinniśmy być. - szczerzy się.
- Jakoś to będzie. - uśmiecham się pogodnie.
- Dasz radę. - chichocze. - No to, do imprezy.
- No, cześć.
Wsiadam do samochodu, puszczam moją ulubioną płytę The Beatles - Help!* i jadę powoli do kampusu. Nucę pod nosem cicho piosenkę lecącą w radiu i kołyszę się do rytmu.
Ostatnia noc była tą nocą,
Z ktorej cię zapamietam.
Kiedy myślę o rzeczach, które robiliśmy
To chce mi się płakać.** - muzyka rozbrzmiewa w całym samochodzie.
Przydałoby się zjeść coś, przed wróceniem do akademika. Decyduję się na McDonald's, które jest najbliżej. Zamawiam zestaw w McDrive i jadę do "domu".
Telefon, leżący na siedzeniu obok, zaczął dzwonić, więc, kiedy zatrzymuję się na czerwonym świetle, odbieram.
- Halo? - mówię. Nie zdążyłam zobaczyć kto dzwoni.
- Hej Molly. Jesteś gotowa na imprezę? - słyszę wesoły i entuzjastyczny głos Tom'a.
- Tom, przecież dopiero czternasta. Wracam z McDonald'a. - przewracam oczami.
- No ale muszę się upewnić, że przyjdziesz.
- Dałam Ci przecież słowo. Na pewno przyjdę. Z Mikiem i Carą, będziemy po dwudziestej.
- Okej, okej. Nie mogłem się wczoraj do Ciebie dodzwonić, coś się stało? - zapytał.
Boże...
- Nie, wszystko okej. Po prostu się uczyłam i nie usłyszałam, bo mam wyciszony dźwięk.- skłamałam. - A co chciałeś?
- Muszę Ci coś powiedzieć! - przez jego ton głosu wiem, że się uśmiecha.
- No to słucham. - podtrzymuję telefon ramieniem, ruszając na zielonym świetle.
- Nie tak prędko! Dowiesz się na imprezie, a nawet... coś zobaczysz.
- Nie, Tom! Wiesz, że nienawidzę niespodzianek! Powiedz mi teraz!
- Nie, dowiesz się po dwudziestej. Na razie! - zaśmiał się i rozłączył połączenie.
Czasem Cię nienawidzę Tom...
* - piąty album The Beatles z 1965 roku.
** - fragment piosenki The Night Before - The Beatles
* Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz