Mam ochotę wymyślić sobie jakąś chorobę, by tylko tam nie iść. Może grypa? Albo coś jeszcze gorszego? Na samą myśl o tamtym miejscu przekręca mi się w żołądku. Sama nie wiem, dlaczego tak dziwnie reaguję. Przecież to nic strasznego, tylko cały dom upitych studentów i całe grono punków, które przyjaźni się z Tomem. Tylko... Cholera! Nie wytrzymam! Dlaczego muszę być takim tchórzem?!
Zacisnę zęby i jutro perfekcyjnie umaluję się oraz uczeszę, ubiorę jakąś seksowną sukienkę i zaprezentuję się najlepiej jak potrafię! Jak mnie nie polubią to ich strata. Właśnie tak, dzielna Molly!
Nie mając nic innego do roboty, siadam na podłodze w siadzie skrzyżnym i zaczynam czytać moją ulubioną książkę - "Romeo i Julia".
Nie wiem, czemu tyle osób nienawidzi tej powieści. Przecież jest niesamowita! Ukazana jest w niej prawdziwa miłość i oddanie; jednocześnie nienawiść dwóch rodów, które tak tętniły nienawiścią która je zaślepiła, że nawet nie zauważyły, ze tracą swoich najbliższych. Kto w prawdziwym świecie, z powodu miłości oddałby za drugą osobę własne życie? Nikt. Prawdziwej miłości nie ma. Możemy czytać o niej w takich pięknych książkach, ale to jedyna metoda, gdzie poznajemy prawdziwą, bezwarunkową miłość. Dzisiaj jest jedynie egoizm. Każdy związek kończy się rozczarowaniem, a małżeństwa są całkowicie bez sensu. Po co komu ślub, obrączki, wesele, niepotrzebnie wydane pieniądze? Kiedyś, brano ślub, jedynie ze względu na wartości materialne. A teraz? Po co się oszukiwać? Większość małżeństw kończy się rozwodem. Po co ból, smutek, rozpacz? Komu to potrzebne? Nie lepiej żyć samemu, albo w idiotycznym związku? To przecież jedynie głupi świstek papieru, a poza tym nic się nie zmienia. No, chyba że, są większe utrudnienia przy rozwodzie.
Moje poglądy na ten temat zmieniły się do tego stopnia, około półtorej roku temu.
Był drugi semestr, a ja byłam w drugiej klasie liceum. Wszystko wychodziło mi wspaniale; dobra szkoła, bardzo dobre wyniki w nauce, dużo znajomych, najlepsza przyjaciółka. No tak było, dopóki nie przyczepił się do mnie Jimmy. Przeniósł się do naszej szkoły, byliśmy z równoległych klas. Zaczął mnie zagadywać na korytarzu, podczas przerw, na prawdę wydawał się taki uroczy. Zabierał mnie do kina, na spacery, do teatru, gdy grali "Romeo i Julie". Byłam w nim bezwarunkowo zakochana... tak wtedy myślałam. Do czasu, kiedy się nie wyprowadził, oczywiście mi o tym nawet nie wspominając. Dowiedziałam się po wszystkim, gdy go już nie było w mieście. Nie napisał, nie zadzwonił, nic. Zero oznak życia. Miał mnie kompletnie gdzieś, poświęciłam dla niego ponad siedem miesięcy. No właśnie, MIAŁ mnie kompletnie gdzieś... Napisał do mnie miesiąc temu 'Jak tam u Ciebie, jesteś zła?' No co za palant! Nie, wiesz nie jestem, dalej na ciebie czekam i bardzo kocham Cię xoxo! - Tak mu miałam napisać?! Na początku, miałam zamiar po prostu go olać, ale zmieniłam zdanie i uraczyłam go krótką wiadomością: 'Pierdol się :)'. Hah, nie odpisał do dzisiaj. I bardzo dobrze! Lepiej niech się nie wtrąca teraz w moje życie, zaczęłam od nowa. Jestem studentką dobrej uczelni i mam zamiar zostać psychologiem i żaden dupek mi w tym nie przeszkodzi. Postanowiłam, że na siłę, nie będę pakować się w żadne związki. Zobaczymy co czas przyniesie, teraz wolę o tym nie myśleć. Przez tego idiotę prawie wpadłam w depresję. Głupia jestem, prawda? Jak teraz o tym myślę, to sama to sobie przyznaję, ale wtedy nie było mi do śmiechu, oj nie. Nie chciało mi się jeść, nie chciało mi się chodzić, nie chciało mi się uczyć, nie chciało mi się rozmawiać, nie chciało mi się czytać, nie chciało mi się po prostu żyć. Tak, to najlepsze określenie - nie chciało mi się żyć. No, ale jak zawsze w takich momentach, pomógł mi Tom. Wyciągał mnie znów na imprezy, na jakieś wycieczki po mieście, na plaże. Gdyby nie on, nawet nie wiem czy skończyłabym liceum. Jestem mu dozgonnie wdzięczna, jest najlepszy.
Z tego popapranego zamyślenia, wyrywa mnie pukanie do drzwi. Co jest, kto o tej porze?
Wstaję powolnie i otwieram drzwi, wynurzając za próg głowę. Liam stoi przede mną uśmiechając się szeroko. Co on tu robi?
- Hej Molly. - wita się.
- Hej Liam. - otwieram szerzej drzwi, by mógł wejść. - Co ty tu robisz? - pytam. Jego wizyta naprawdę mnie zdziwiła. Całkowicie się nie spodziewałam. Skąd wie który pokój?
Zdaję sobie sprawę, że to mogło zabrzmieć trochę niegrzecznie, więc posyłam mu najmilszy uśmiech jaki tylko potrafię wywołać na twarzy.
- Byłem u Zayn'a, więc postanowiłem wpaść również do Ciebie. Mam nadzieję że nie przeszkadzam.
- Nie, nie. Oczywiście że nie! Siadaj. - zachęcam go, a on na to przystaje i zajmuję miejsce przy stole. Aha, pewnie Zayn mu powiedział który pokój.
- Co robiłaś, przed moim przyjściem?
- Czytałam. - macham mu starą książką, którą ciągle trzymam w ręce. Tak naprawdę, to nie czytałam. Nie zdołałam, bo Jimmy zajmował moje myśli, niestety.
- Romeo i Julia? Lubisz klasykę?
- Owszem. Uwielbiam.
- Ygh. - wzdrygnął się, co wyglądało trochę zabawnie, więc nie powstrzymałam się od chichotu. - Nie znoszę dramatów, a tym bardziej jakiś romansideł. Kocham książki, ale takie coś do mnie nie przemawia. Wolę fantastykę. Lubię wyobrażać sobie, ten fikcyjny świat, wymyślony przez autora, to świetne.
- No, a ja właśnie nie lubię fantastyki. Jeśli nie te, nazwane przez ciebie "romansidła", to wole coś, oparte na faktach. Wole rzeczy zgodne z prawdą... tak jakby. - Widzę, że trochę mnie nie rozumie, przez to 'tak jakby'. Marszczy brwi. Ugh, czy ja wszystko muszę tłumaczyć? Ktoś nie może mnie zrozumieć od razu, bez zbędnych wyjaśnień? - śmieje się w myślach; moja inność daję się we znaki!
- No tak jakby, bo prawdziwa miłość, przedstawiona w romansach nie istnieje. Więc nie czytam wszystkiego, związanego z prawdziwymi faktami. - wzruszam ramionami. Mówię to co myślę.
- Jak kto nie istnieje? Ja tam wieże w prawdziwą miłość. - Mam ochotę powiedzieć mu, że jest naiwny, ale przed tym muszę ugryźć się w język. Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje, jestem taka wredna i niemiła. Muszę nad tym popracować, nie chcę taka być...
- A ja nie. - mówię.
- Czemu? - Nie chcę za bardzo wyjawiać mu tajemnicy, o której wiedzą tylko Tom i Cara. Jimmy to skończony temat.
- Em, po prostu. Chyba nie znalazłam jeszcze kogoś takiego, bym mogła uwierzyć, że jest coś takiego. - odpowiadam i w sumie, to co powiedziałam, zgadza się z prawdą. Nie okłamałam go, może, gdy znajdę tego jedynego odwidzi mi się? Mam nadzieję.
- Chyba masz rację. Ja już znalazłem i wiem, że to ta jedyna. Może teraz jesteśmy od siebie bardzo daleko, ale nadrobimy to wszystko. - Nic nie rozumiem z jego wypowiedzi.
- Opowiesz mi o tym? - pytam, bardzo zaciekawiona.
- Mam dziewczynę, nazywa się Danielle. Spotykamy się już od ponad roku. Jest wspaniała, taką jaką sobie wymarzyłem. Niestety, teraz dzieli nas ogromna ilość kilometrów. Jest w Nowym Jorku, ma tam dobrą szkołę tańca. Jak ją skończy, chcę się tu przeprowadzić, do mnie. Już nie mogę się doczekać! Wiem, że muszę na to długo poczekać, ale jak tylko o tym pomyślę, to robi mi się od razu lżej na sercu. - Mówi, naprawdę szczerze. Woah...
- Wow, jesteś bardzo uczuciowy.
- No, masz rację. - trochę się zaczerwienił.
- Ale to jest właśnie uroczę, nie wstydź się. - uśmiecham się, dodając mu otuchy. - Cieszę się, twoim szczęściem. - przyznaję.
- Dzięki.
Zaczynam im wszystkim zazdrościć... Liam ma Danielle, Cara ma Mike'a, a ja? Jestem sama. Może to i lepiej? Może to jeszcze nie ten czas? Molly, nic na siłę. - karcę się w myślach.
- Hm, wspominałeś o Zaynie. Gdzie on teraz jest?
- Naprawia samochód, coś mu przestało działać, nie wiem co, jakoś mnie to nie interesowało. - uśmiecha się rozbawiony.
- Och.
- Jeśli chcę jutro jakoś dojechać do bractwa, to musi to zrobić. - chichocze. Eh, głupie bractwo.
- No, to prawda.
- Będę się zbierał, dochodzi dwudziesta. - oznajmia i wstaję.
- Okej, nie zatrzymuję Cię. - drażnię się.
- A, zapomniałbym. Jutro większość się urywa z zajęć, idą do knajpy czy coś. Idziesz? - pyta.
- Nie, nie chcę opuszczać zajęć, a najbardziej tych z psychologii. Wolę posiedzieć na uczelni. - przyznaję.
- No to fajnie, widzimy się na zajęciach. Ja też nie zamierzam z nimi iść.
- Okej. Przynajmniej będę mieć jakieś towarzystwo.
- Ja też. No to hej Molly. - żegna się i wychodzi.
Dobrze że będzie jutro, nie lubię samotności. Przy nim oderwę myśli od zbliżającej się, wielkimi krokami, imprezy.
* Jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz