- A, czyli to ty jesteś tym współlokatorem Mike'a? - przewracam oczami z irytacją.
Nie wiedziałam, że on dzieli pokój z chłopakiem mojej przyjaciółki. Nie skojarzyłam dokładnie, gdy inni mówi coś na temat 'współlokatora' Mike'a. Fakt, że to on z nim mieszka, nie zbyt mnie cieszy. Mam wrażenie, że przez to będę go widywać częściej. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Tak trudno go rozgryźć. Jest bipolarny, co jest nie do zniesienia. Mam go dość z każdą minutą, którą spęczam w jego otoczeniu.
- Ee, tak. - odpowiada unosząc jedną brew, najwyraźniej zdziwiony moją wizytą.
Stoi w progu nonszalancko opierając się o framugę. Ma na sobie obcisły, biały T-Shirt podkreślający jego muskulaturę i czarne, luźne spodnie dresowe. Mimo tego, że to zwyczajne dresy i T-Shirt, wygląda naprawdę dobrze. Można powiedzieć, że atrakcyjnie.
- Jest Mike z Carą? - pytam, niby niezainteresowana jego osobą.
Niby?
- Nie, wyszli niedawno się przejść. - krzyżuje ramiona na piersi bacznie mi się przyglądając.
Jego ton głosu jest dziwny. Spokojny, ale jednocześnie obojętny. Dziwi mnie to, że nie drwi teraz ze mnie, albo nie dogryza jakimiś złośliwymi uwagami. Jego zmiany nastroju są irytujące. Na sama myśl odechciewa mi się z nim rozmawiać.
- Okej, w takim razie pój...
- Wejdziesz? - pyta szybko, przerywając mi, gdy chcę powiedzieć, że już pójdę.
- Nie ma takiej potrzeby. - odpowiadam.
Nie wiem, po co miałabym do niego iść. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Pewnie zaraz zacząłby być złośliwy, kłócilibyśmy się i tyle by z tego wyszło. To nie jest serio dobry pomysł.
- Chciałbym z Tobą porozmawiać. Chodź. - wskazał ręką na wnętrze pomieszczenia.
Przewróciłam oczami i wypuściłam, ze świstem, głośno powietrze. Przecisnęłam się między nim, a framugą przekraczając próg pokoju akademickiego. Tak jak myślałam, był dość skromny. Nie było w nim żadnych ozdób, które dodawałyby uroku. Po przeciwnych stronach, przy ścianach stały średniej wielkości łóżka. Do tego dwie szafy, stolik. Typowy pokój akademicki, w dodatku zamieszały przez mężczyzn. Czegoś innego nie można było się spodziewać. W kącie walały się pojedyncze części garderoby, a mnie korciło, by do je poskładać i włożyć do szafy. To trochę taka obsesja, ale wokół siebie lubię porządek. Na ten widok zmarszczyłam nos. Nie podlega wątpliwości, że mężczyźni są brudasami.
- Jak marszczysz noc, wyglądasz uroczo. - mówi wolno, obserwując mnie, stojąc pod zamkniętymi drzwiami.
Czuję, jak moją twarz oblewa gorąco i robię się cała czerwona. Nie chcąc, by to zauważył odwracam wzrok i puszczam jego uwagę mimo uszu.
- O czym chcesz porozmawiać? - pytam, odwracając spojrzenie, od sterty kurzu na półce.
- Usiądziesz?
- Egh, okej. - wzruszam ramionami i siadam na krześle, które znajduje się najbliżej mnie.
On za to siada na swoim łóżku. Siada, to zbyt ładnie powiedziane. Trafniejsze określenie w tym przypadku to 'rozwalił się na swoim łóżku'.
- Mam pytanie. Odpowiesz szczerze?
- Postaram się. - mówię, całkowicie bez jakichkolwiek emocji.
Blondyn chwilę się zastanawia, ale po chwili słowa opuszczają jego usta.
- Czemu mnie nie lubisz? Coś Ci zrobiłem? Skąd ta nienawiść?
Zamurowało mnie. Co to za pytanie? Co to za ton głosu?! Brzmi tak, jakby był zmartwiony. Nie rozumiem go!
Muszę zastanowić się nad odpowiedzią. Nie chcę zachowywać się jak ostatnia suka, bo tonie jego głosu miałabym wyrzuty sumienia.
- Nie dałeś mi powodu, bym Cię lubiła.- mówię w końcu.
- Przepraszam.
On żartuję?
Niall Horan, ten, który zachowuję się jak skończony dupek, mający zmienne nastroję i czujący nienawiść do wielu osób właśnie mnie przeprosił, nie wiadomo nawet za co.
- Za co? - pytam o to, o czym myślę.
- Byłem niem...miły. - jaka się. - Sorry, kurwa. Czasem mam trochę zmienny humor. - marszy brwi w rozdrażnieniu.
- Zdążyłam zauważyć. - mówię z niechęcią i jadem w głosie.
- Możesz przestać? - wzburzył się.
O. No i się zaczyna. Brawo Molly! Teraz będziesz się kłóciła z humorzastym blondynem!
- A co niby robię?
- Chcę naprawić to, że zachowałem się w piątek jak chuj, a ty wszystko pieprzysz i mi na to nie pozwalasz! - krzyczy.
Nie będę jego workiem treningowym, by się na mnie wyżywał krzycząc. Mam tego dość, wychodzę.
Wstaję z krzesła i zmierzam do wyjścia, ale zatrzymuję mnie jego duża dłoń, którą oplata wokół mojego nadgarstka.
- E, za to też przepraszam. Widzisz, że nie najlepiej radzę sobie... z emocjami. Czy czymś tam. Proszę, zostań. Postaram się być jak najbardziej spokojny. Przepraszam. - spuścił wzrok na podłogę.
Czuję, że muszę mu jakoś pomóc. Widać, że nie jest z nim za dobrze, coś go trapi. To wydaję się głupie, po tym jaką niechęć do niego czuję, ale nic nie poradzę - nie potrafię być w takich przypadkach obojętna.
Ustąpiłam na jego prośby i znów usiadłam na krzesło, czekając na wyjaśnienia.
- Wiem, że pewnie chcesz wiedzieć, o co mi dokładnie chodzi. Niestety, nie mogę Ci powiedzieć o tym już teraz, bo uznasz mnie za jeszcze większego idiotę.
Nie wiem, co mu na to odpowiedzieć. Zaraz nie wytrzymam z ciekawości, ale nie chcę naciskać. Chyba widzi, że nie wiem, co mam mu powiedzieć, więc mówi dalej.
- Dotrzymałabyś mi dzisiaj towarzystwa?
Chcę powiedzieć jak najszybciej nie. Przecież jutro szkoła, miałam położyć się wcześniej. Nie lubię niszczyć sobie nawet najmniejszych planów, ale patrząc w jego niebieskie tęczówki nie umiem mu odmówić...
- Yhm, okej. Zostanę.
- Fajnie. - na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- No to co robimy? - otworzyłam się bardziej.
- A, no może to? - macha do mnie jointem.
No i to mi się podoba. Bawimy się!
- Mi pasuję. - uśmiecham się, chyba pierwszy raz do niego.
- Jarałaś już? - pyta zdezorientowany.
- A co? To takie dziwne? - chichoczę.
- No trochę. Nie wyglądasz na taką niegrzeczną.
- Ta, nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mów. - puszczam mu oczko.
- Chcesz pierwsza?
- Jasne. - mocno się zaciągam i wypuszczam chmurę dymu.
- Widać, że wiele razy paliłaś. - śmieje się. - Tak w ogóle ładnie Ci w takiej chmurze dymu. - mamrocze ujarany blondyn.
Wypalamy już drugiego jointa, a ja czuję się niesamowicie zrelaksowana. Zioło to najlepsze, co może być na zły humor.
Niall co chwilę się śmieje, przez co i ja chichoczę. Mogę uznać, że nie jest taki zły, za jakiego go miałam, lecz nie przyznam się do tego, bo może przez zioło mi się tak jedynie wydaje.
Siedzimy na podłodze, oparci o jego łóżko. Opieram głowę o jego ramię, sama nie wiem dlaczego, ale jest mi tak nadzwyczaj wygodnie. Najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu, bo nic na to nie mówi.
- Ej! Mam pomysł. - krzyczy z entuzjazmem i zaczyna chichotać. Wpatruje się we mnie przekrwionymi oczami. - Jesteśmy na studiach! Co ty na to, by zapalić po studencku?
Czeka na moją odpowiedź, kiedy się zastanawiam. A co mi tam? Jesteśmy na studiach! Pobawmy się!
- Zapalaj. - ponagliłam go, co oznaczało zgodę.
- Gotowa? - pyta, kiedy cienki dym leci już z podpalonego, kolejnego jointa.
Nie odpowiadając mu, usiadłam na jego kolanach, by mieć lepszy dostęp do jego twarzy. Chłopak na moment się spiął, ale po chwili rozluźnił się i zaczął się mocno zaciągać. Nie wiem co robię, ale o konsekwencję będę martwić się później.
Kiwnęłam głową, na znak, by się przybliżył i pociągnęłam go za koszulkę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Odchylił delikatnie wargi, przy okazji mnie nimi muskając. Są takie miękkie i ciepłe, że czuję rosnącą błogość. Zaczął wypuszczać dym w moim kierunku. Zachłannie wbił się moje wargi, wypuszczając resztki dymu. Gdy odczułam, że nic już nie ma, chciałam się delikatnie osunąć i tym razem sama wziąć bucha, ale nie pozwolił mi na to, dołączając do pocałunku język. Odruchowo wplątałam palce w jego włosy i zaczęłam się kręcić na jego biodrach, by mieć lepszy dostęp do jego ust i języka. Ręce blondyna spoczywają na moich biodrach, delikatnie mnie przytrzymując. Nie wiem nawet, gdzie zniknął nasz joint, ale to się teraz nie liczy. Niall zasysa moją wargę z wielką pasją, na co pojękuję. Tak dawno się z nikim nie całowa...
Jak poparzona oderwałam się od niego, a po policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- Prze... Przepraszam. - wymamrotałam i wybiegłam z pokoju łkając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz