sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 17

 Koniec weekendu. Niedziela. Dzień wykorzystywany przez większość społeczeństwa na kampusie do leniuchowania, odpoczywania przed męczącym tygodniem na studiach i odsypiania po całonocnych imprezach. Ja też chętnie poleżałabym w łóżku cały dzień z słuchawkami w uszach i dobrą książką w ręku, ale nie dzisiaj. Dzisiaj mam inne plany.
Idę o czternastej z Tomem i Lily na obiad do pobliskiego lokalu, jaki polecił mój przyjaciel. Bardzo chcę poznać jego dziewczynę, niestety nie miałam okazji zamienić z nią wielu słów podczas niemiło wspominanej imprezy w domu bractwa. Wydaje się sympatyczna i przyjacielska. Przy okazji jest bardzo ładna i naturalna, a nie jak większość dziewczyn na piątkowej imprezie - przesadzona ilość makijażu i ubrania które praktycznie nic nie zasłaniają. Dlatego też już po tym myślę, że Tom znalazł sobie fajną dziewczynę.

Moje emocjonalne samopoczucie polepszyło się. Jak na razie, nie płaczę. Staram się nie czytać wiadomości od Jimmy'ego i nie zaprzątać sobie głowy jego osobą. Chcę zapomnieć. Jak najszybciej. Na moje nieszczęście, on mi to utrudnia ciągle dając o sobie znać.

 - Wychodzisz gdzieś? - słyszę głos Cary, z drugiego końca pokoju.
 - Tak, idę na obiad z Tomem i Lily. - odpowiadam zapinając guziki kraciastej koszuli.
 - Mhm, okej. - wzrusza ramionami.
Blondynka siedzi w siadzie skrzyżnym na łóżku gryząc długopis. Stara się napisać zaległą pracę na angielski. Od kiedy przyjechałyśmy nie widziałam jej ani razu przy książkach. Musi się bardziej postarać, jeśli chce zaliczyć pierwszy rok.
Nagle rozlega się energiczne pukanie i do pomieszczenia bezceremonialnie wchodzi uśmiechnięty Mike.
 - Siema. - wita się, a następnie całuje Carę w usta. - Przyszedłem Ci pomóc. - zwraca się do niej.
 - Przyda mi się pomoc. - przyznaję dziewczyna.
 - Lecę gołąbeczki. - wtrącam się w ich wymianę zdań i wychodzę poprawiając torbę na ramieniu.

***

Wchodzę pewnym krokiem do knajpki w której góruje jasny wystrój. Rozglądam się w poszukiwaniu znajomych twarzy. Tom z Lily siedzą przy stoiku w kącie o czymś wesoło dyskutując, przez co mnie nie zauważają. Składam szybkie zamówienie na sałatkę i wodę z cytryną, po czym podchodzę do nich z uśmiechem.
 - Cześć. - witam się.
 - Hej! - odpowiadają równocześnie.
Przybijam z Tomem żółwika, na powitanie, a z Lily całujemy się w policzek.
Kelnerka przynosi moje zamówienie, na którego widok Tom marszy brwi.
 - Odchudzasz się?
 - Zamknij się. Nie komentuj - zbywam jego uwagę, pokazuję mu język i wkładam do buzi widelec z sałatą i pomidorem. 

Z Lily rozmawia mi się bardzo dobrze. Po czasie zapominam, że z nami siedzi jeszcze Tom, ale on jest cicho, z uwagą przysłuchując się naszej rozmowie, czasem dodając jedynie krótką uwagę.
W dziewczynie znalazłam bratnią duszę. Jesteśmy do siebie po części podobne. Można z nią porozmawiać o wszystkim, potrafi wysłuchać. Jest bardzo inteligenta, mądrze wypowiada się na poruszone tematy. Wydaje się być spokojna, lecz widać, że lubi dobrze się bawić, podobnie jak ja. Studiujemy na tej samej uczelni. Uwielbia książki i tak jak ja, kocha klasyki.
Od teraz ją uwielbiam. Jest wspaniała. Mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, czemu dziwi się nawet Tom.
Rozmawiamy na temat wychowania fizycznego, które musimy zaliczyć w tym roku. Lily nie ma jeszcze pomysłu, na co się zapisać, przy czym ja namawiam ją, by chodziła razem ze mną na aerobik. 

***

 - Zaraz przyjdzie reszta. - informuję nas Tom, czytając sms'a w swoim telefonie, od kogoś ze swojej paczki. Nie za bardzo ten fakt mnie cieszy.
 - E, w sumie to już są. - dodaję, gdy dochodzi do nas dźwięk otwieranych drzwi lokalu.
Do stolika podchodzi najpierw Louis z Zaynem..
 - Hej! - mówi Zayn i nachyla się do mnie, by mnie uścisnąć.
 - Cześć. - obdarowuję go uśmiechem i przesuwam się, by zrobić mu miejsce do siedzenia.
Po chwili dołącza cała reszta składająca się z Travisa, Liama i... Harry'ego.
Ugh! Po co on tu?
Na powitanie zmierzyłam go wzrokiem i odwróciłam się w stronę Zayna. Jestem niegrzeczna i dobrze mi z tym. On też w piątek nie był zbyt sympatyczny.

Już od pół godziny czuję świdrujące mnie, spojrzenie Harry'ego. Zaczyna mnie to powoli wkurzać. Mam ochotę powiedzieć mu kilka niemiłych słów, ale się powstrzymuję i omijam jego wzrok.
Nie wiem skąd u mnie ostatnio tyle nienawiści. To miejsce źle na mnie działa.

 ***

Zbliża się godzina dwudziesta. Muszę wracać do akademika, by przygotować się do jutrzejszego dnia. Cieszę się, że zdążyłam wcześniej napisać referat dla wykładowcy, teraz już by mi się nie chciało go pisać i miałabym zaległości. Muszę jedynie się spakować, ale mam w planach położyć się wcześniej, żeby się wyspać. To w końcu początek tygodnia, muszę zacząć go dobrze.
 - Zabierzesz się z nami? - pyta Zayn wskazując na swój samochód.
 - Jasne. - wzruszam ramionami i gramolę się do środka na tylne siedzenie, bo to z przodu zajął już Travis.
Zayn odpala silnik i już mamy odjeżdżać, ale tylne drzwi samochodu otwierają się z impetem, a do środka wskakuję zdyszany Niall.
Czy to jest jakiś żart?!
 - Siema. - dyszy blondyn.
 - Co tu robisz stary? - Travis zdziwiony odwraca się do tyłu.
Patrzę na niego wściekłym wzrokiem, na co on flirciarsko się uśmiecha. Może, gdybym nie czuła do niego tyle negatywnych emocji spodobałoby mi się to.
Nie, raczej nie w jego przypadku. Jest bezczelny i nieznośny.
W tym czasie Zayn już odjeżdża i kierujemy się na teren kampusu.
 - Byłem tu na rogu, w studiu tatuaży. Mam nową, zajebistą dziarę! - odpowiada Travisowi z entuzjazmem podnosząc koszulę na wysokość żeber wskazując zaklejone miejsce.
Chłopaki chwalą swojego kumpla. Jedyne co wydostaję się z moich ust do ciche prychnięcie, na co ten podnosi jedną brew, nie wiedząc o co mi chodzi.

***

W pokoju jak zwykle, ostatnimi czasy nie ma Cary. Cóż, można się było tego spodziewać. Od kiedy jest z Mikiem, rzadko tutaj przebywa w ciągu dnia, a nawet czasem nie wraca na noc. Przez ten tydzień zauważyłam u niej tyle zmian, że trochę mnie to martwi. No ale nic nie poradzę, jest dorosła. To jej życie, nie będę się wtrącać.

Po spakowaniu torby na jutro, zaczynam sprzątać. Przez weekend trochę nabrudziłam w mojej części pokoju. Ścielę łózko, a następnie układam ubrania do szafy, które wcześniej leżały stertą na krześle. Nucę pod nosem "Please, please me" - The Beatles, aż słyszę dźwięk wiadomości. 

 Lily: Pomyślałam o tym co mówiłaś i też zapisałam się na aerobik! :) 
 Ja: Woah, to świetnie! W takim razie do zobaczenia jutro na zajęciach sportu! :D
 Lily: Już nie mogę się doczekać. :)
 Lily: Molly, mam pytanie. 
 Ja: To pytaj. ;)
 Lily: Zauważyłam, że nie przepadasz za Harrym. Czemu? Coś się stało? 
 Ja: Nie mam w sumie powodu. Po prostu, gdy przyszłam w piątek na imprezę nie był zbyt miły. 
 Lily: Zdążyłam zauważyć, że nie jest taki jak reszta, ale nie jest taki najgorszy. Można się z nim dogadać. 
 Ja: Ale ja się z nim nie dogadam. Podobnie jak z tą "jego" dziewczyną i Niallem.
 Lily: Też nie przepadam za tą dziewczyną. Strasznie klei się do Harry'ego, chociaż zdaje sobie sprawę, że on sobie tego nie życzy. 
 Ja: Szkoda, że nie widziałaś jak ją z siebie zrzucił! 
 Lily: Co?! Nie gadaj! Ha ha ha. 
 Ja: To było niezłe, jej mina była bezcenna. 
 Lily: Wyobrażam to sobie. 
 Lily: Dobra, Molly. Odezwę się później bo Tom do mnie wpadł. :) Trzymaj się!

Odłożyłam telefon na komodę. 
Zaczęłam układać książki na półce, by się czymś zając, gdy telefon na łóżku Cary zaczął brzęczeć. Czemu Cara nie wzięła swojego telefonu? 
Na wyświetlaczu widniał napis "Mama". 
Odebrać? Nie, lepiej nie. 
Pójdę po nią, pewnie siedzi u Mike'a. Wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz i podeszłam do ciemnych drzwi na końcu korytarza. Z tego co pamiętałam, Zayn mówił, że to pokój Mike'a. 
Pukam delikatnie i czekam z niecierpliwością, aż ktoś raczy mi otworzyć. 
Drzwi drgnęły, a przed oczami ukazały mi się znajome blond włosy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz