- No to co robimy? - pyta Molly.
Woah. Ulżyło mi, gdy zgodziła się ze mną zostać bez sprzeciwów. Zaskoczyła mnie tym, byłem pewien, że zacznie pieprzyć jakieś bzdury o tym, jak nie ma ochoty ze mną siedzieć i ma lepsze rzeczy do roboty, a tu się po prostu zgodziła bez żadnego złośliwego komenatrza.
Naprawdę chcę naprawić to, że zachowałem się jak chuj. Nie mogę w to uwierzyć, ale głupio mi. Serio mi głupio. Mogłem być chociaż trochę bardziej milszy, ale to mnie przerosło. Byłem wściekły.
Gdy ją wtedy zobaczyłem, pomyślałem, że Tom sobie z nas kpi. Przyprowadził jakąś naburmuszoną laskę i przedstawił nam ją z pieprzonym entuzjazmem. Ona siedziała jedynie dąsając się, nie racząc nikogo choćby jednym słowem. W dodatku przypominała Ją, dziewczynę której tak nienawidzę. Dziewczynę przez którą teraz cierpię. Tak nienawidzę tej suki! Kurwa...
Kiedy wpadłem na nią i całą ją oblałem alkoholem, poczułem się dziwnie. Tak, jakby moimi emocjami sterował ktoś inny. Nie lubiłem jej od początku. Powinienem się z niej śmiać i dodać parę złośliwych uwag, ale nie mogłem. Nie chciałem jej obrażać, chciałem jej pomóc. Zawzięcie się opierała, ale udało mi się ją zaciągnąć do pokoju Harry'ego. Chodziłem jak jebnięty za nią cały czas, a ta krzyczała na mnie i próbowała się oddalać. Nie ukrywała swojej nienawiści do mnie. Jak spotkałem ją dzisiaj, po wizycie w studiu tatuaży, patrzyła na mnie ciskając piorunami z oczu. To mnie właśnie kręciło i niesamowicie podniecało. To chore, ale to jak na mnie patrzyła, krzyczała do mnie, albo wyzywała mnie, było takie inne i w pewnym sensie nawet, fajne? Jest całkowicie inna, od tych wszystkich lasek kręcących się wokół mnie. Nie klei się do mnie, nie kręcę ją, stara się nie zwracać na mnie uwagi, nie lubi mnie. To w jej wykonaniu jest takie pociągające...
Przy niej mam niewyobrażalną zmianę nastrojów. Zawsze tak mam od wtedy... ale przy niej staję się jeszcze bardziej bipolarny. To co ona ze mną robi jest niemożliwe. Jest nieznośna, irytująca wręcz wkurwiająca, że mam ochotę ją zwyzywać. Gdy już na nią krzyczę, uświadamiam sobie, że nie powinienem się do niej tak zwracać. Wtedy staram się uspokoić, jestem bardziej czuły. Zachowuję się jak ciota...
Zastanawiam się, jakie zajęcie nam wynaleźć, byśmy dobrze się bawili, a ja miałbym lepszą okazję, by mnie polubiła chodź w najmniejszym stopniu. Przypominam sobie, że ostatnio nabyłem sporo zioła w bractwie. Mam ochotę się ujarać i to właśnie z nią.
- A, no może to? - wymachuję do niej jointem, którego trzymam w dwóch palcach.
- Mi pasuję. - uśmiecha się szeroko.
To ona jara?
- Jarałaś już? - pytam zdezorientowany.
Nie spodziewałem się tego po niej. Jest sarkastyczna, humorzasta i wkurwiająca, ale wygląda na... hm, poukładaną? Coś w tym stylu. Mimo, że widziałem ją na imprezie jak piła z zamiłowaniem wiśniówkę, najwidoczniej jej ulubioną i tak wydawała mi się grzeczna.
- A co? To takie dziwne? - chichocze.
- No trochę. Nie wyglądasz na taką niegrzeczną. - przyznaję szczerze.
- Ta, nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi. - puszcza mi oczko.
Hm, ciekawie.
Odpalam jointa płomieniem z zapalniczki, trzymając go między wargami, lecz nie zaciągam się.
- Chcesz pierwsza? - pytam.
- Jasne. - bierze skręta do buzi i mocno się zaciąga, wpuszczając dym do płuc, a następnie wypuszcza go z pasją.
Dym otula jej twarz, dodając jej niesamowitego uroku. Wygląda ślicznie...
Niall, ale z ciebie ciota! Ugh!
- Widać, że wiele razy paliłaś. - śmieję się. - Tak w ogóle ładnie Ci w takiej chmurze dymu. - mamroczę. Jestem już nieźle ujarany. Moje oczy są zwężone i całe przekrwione. Uśmiech wypływa na moją twarz i czuję się zajebiście rozluźniony.
Wpadam na idiotyczny pomysł, ale warto spróbować. Nie wiem kiedy te słowa wychodzą z moich ust.
- Ej! Mam pomysł. - krzyczę z entuzjazmem śmiejąc się. - Jesteśmy na studiach! Co ty na to, by zapalić po studencku?
Pewnie mnie wyzwie czy coś w tym stylu. A może uderzy mnie w twarz? Nie myślę jasno po ziole, mogłem się zamknąć.
- Zapalaj. - mówi z uśmiechem.
Co? Ona żartuje? Robi sobie ze mnie jaja, prawda?
Popatrzyłem na nią zdziwiony, marszcząc brwi, a ona na to się roześmiała. Okej, nie żartuje.
Chcę się zaciągać, ale moje ciało spina się pod jej dotykiem. Wstaje i siada na mnie okrakiem. Woah... Nie spodziewałem się, aż takiego obrotu sprawy.
Zaciągam się jak najmocniej mogę i przybliżam do niej twarz. Przyciąga mnie bliżej za materiał koszulki, a ja pozwalam sobie na muśnięcie jej warg. Po tym zapominam całkowicie o dymie, który powinienem wpuścić w jej usta. Zajmuję się pogłębianiem pocałunku. Jej wargi są idealne. Miękkie, ciepłe, idealnie pasujące do moich. Nie odpycha mnie, kiedy kładę jej ręce na biodrach. Wręcz przeciwnie - zaczyna wić się w tempie pocałunków i wplata palce w moje włosy.
Zasysam jej dolną wargę, a z jej ust wydobywa się cichu jęk, ale...
Nagle odrywa się ode mnie jak poparzona. Patrzy na mnie przerażonym, zaszklonym wzrokiem. Po różowych policzkach ciekną jej ciurkiem słone łzy.
Co do chuja?!
- Prze... Przepraszam. - jąka się przez łzy i wybiega z pokoju cicho łkając.
- Molly! Zaczekaj! - wołam i wstaję, ale nim zdążyłem się podnieść już zatrzasnęła za sobą drzwi.
Czy ja zrobiłem coś nie tak?
Było tak cudownie... Ja pierdole!
~ Molly's POV ~
To wszystko przez niego! Pieprzony Jimmy! Czemu ja nie mogę o nim zapomnieć?! Czemu popełniłam taki błąd zakochując się w nim? No dlaczego kurwa?!
***
Moje wczorajsze plany trafił szlak. Nie poszłam na zajęcia. Ba, nawet nie wstałam z łóżka. Wczoraj wypłakałam pół nocy. Dobrze, że nie było Cary, bo nie dałaby mi spokoju.
Jest po jedenastej. Wywlekam się wreszcie niechętnie z pod ciepłej kołdry. Sięgam po telefon, który wibrował cały ranek. Jak zwykle mam jakieś wiadomości.
Niall: Molly, wszystko w porządku?
Niall: Jeśli zrobiłem coś nie tak, to przepraszam.
Niall: Przykro mi, że tak wyszło.
Niall: Molly?
Niall: Proszę, odezwij się.
Nie odpisuję. Po co? Co mam mu napisać? Że nie mogę przestać być zakochana w cholernym chłopaku, który prawie doprowadził mnie do depresji. Zajebiście!
Nie chcąc dalej myśleć o wczorajszym zajściu postanawiam iść na ostatnie zajęcia, jakimi są zajęcia sportu. Mam aerobik razem z Lily. Głupio by wyszło, jakbym nie poszła.
Ubieram się szybko w pierwsze lepsze jeansy i T-Shirt, po czym pośpiesznie wychodzę.
Zdążyłam na czas. Lily stoi już przed szatnią, rozmawiając z kimś przez telefon. Zauważa mnie, więc do niej macham, a ona kończy połączenie.
- Hej! Myślałam, że już nie przyjdziesz. Liam i Louis mówili, że nie było Cię na psychologii. Coś się stało? - mówi gdy wchodzimy do zatłoczonego pomieszczenia.
- Nie, wszystko okej. - kłamię. - Po prostu nie chciało mi się wstać, więc postanowiłam przyjść jedynie na aerobik, bo Ci obiecałam. - puszczam jej oczko i przebieram koszulkę.
Po dziesięciu minutach zajęcia się zaczynają, a ja jestem zajęta na tyle, że nie myślę już o żadnym chłopaku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz