poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 15

W końcu Mike parkuje na poboczu wąskiej uliczki, przy której stoją duże - na pierwszy rzut oka identyczne - domy. Słyszę przez szybę, dobiegającą donośną muzykę z najbliższego budynku, który, jak na to wygląda, jest domem bractwa. Na fasadzie, wypisana jest nazwa bractwa, ale z powodu ciemności i pnączach roślin na ścianach, które zlewają się z czarną farbą, nie mogę jej odczytać.
 - Idziesz? - pyta Cara, która odwróciła się do mnie, siedząc na przednim siedzeniu.
Na jej twarzy widnieje szalony uśmiech. Już po tym wiem, czego mogę się po niej spodziewać i nie zamierzam tego znosić przez całą imprezę, tak jak, nie zamierzam tu długo siedzieć. Podczas drogi, którą przebyliśmy samochodem, od akademika, do tego cholernego domu, straciłam już całkowicie humor. Nie chcę tego po sobie pokazywać, posiedzę jedynie chwilę z Tomem, a później się urwę do domu. W sumie, nie mam pojęcia, jak to zrobię, bo nie mam samochodu, ale zdążę coś wymyślić.
 - Taa. - odpowiadam szorstko i wychodzę z samochodu, nie czekając na jej reakcję.
 - Hm, nie wspominałeś że będzie aż tyle osób. - kręcę głową, kierując wypowiedź do Mike'a.
Teraz dokładnie widzę wielką rezydencję. Jest dwa razy większa, od mojego domu w Weymouth! Na trawniku, przed nim, jest cała masa osób z różnorakim alkoholem w dłoniach. Niektórzy kiwają się do rytmu muzyki, wydającej się grać coraz głośniej. Nawet tam nie weszłam, a już mam dość. Mam ochotę, odwrócić się i pójść w innym kierunku, na ślepo, prosto do małego pokoju w akademiku, przebrać się w ciepłą piżamę i czytać książkę. Niestety, słowo się rzekło - muszę przemęczyć te parę godzin.
 - Wyluzuj Molly. - chłopak, obejmujący w tym momencie Carę, uśmiechnął się do mnie, z otuchą w oczach.
Pewnie zobaczył moją kwaśną minę, na sam widok tego miejsca. Muszę się uspokoić.
 - Jestem wyluzowana. - wzruszyłam ramionami, marszcząc jednocześnie brwi. - No to wchodzimy?
Ten się tylko zaśmiał i ruszyliśmy ku wejściu. Mijamy się z wieloma - upitymi już nieco - studentami. Niektórzy witają się z Mikiem, uściskiem dłoni.
 Wchodzimy do środka i przechadzamy się przez zatłoczony salon. Meble, są tu poustawiane z brzegu, na potrzeby imprezy, za to wolną przestrzeń zajmują ludzie. Masa ludzi. Ledwo się po między nimi przeciskam, próbując nie zgubić z zasięgu wzroku, dwójki znajomych. Przechodząc obok stołu pokaźnych rozmiarów, służącego prawdopodobnie za bar, ktoś wręcza mi czerwony, plastikowy kubek, wypełniony lodowatą cieczą o czerwonej barwie. Wzruszyłam ramionami i upiłam spory łyk, od razu rozpoznając alkohol. Wiśniówka - moja ulubiona. Teraz, bez oporów, wypijam na raz całość do dna. Chłód oblewa moje wargi i podbrzusze, mmm. Zanim wyjdę, muszę się upić. Porządnie!
Cara i Mike prawie zniknęli mi z zasięgu wzroku, więc szybkim krokiem ruszam za nimi.. Panuję lekki zaduch, mimo, że nikt nie pali.Czuję, że niedługo będę musiała wyjść na powietrze. Jakaś osoba łapię mnie za ramię, więc odruchowo się ku niej odwracam.
 - Hej, Molly! No wreszcie! Już miałem wątpliwości. - ściska mnie w objęciach Tom.
 - Czy ty myślisz, że rzucam słowa na wiatr? - mierzę go wzrokiem.
 - Oczywiście że nie, pani nadęta. - dźga mnie lekko w żebra.
 - Nie jestem nadęta!
 - No właśnie widzę. - głupkowato się uśmiecha.
Ugh!
 - Co Cię gryzie? - pyta, już całkowicie z troską.
 - Nic, jest okej.
 - Czemu mnie kłamiesz?
 - Nie kłamię! - ponownie się oburzam. - Po prostu, masz mi coś do powiedzenia! No i gdzie ta obiecana niespodzianka? - próbuję przekrzyczeć muzykę.
 - No właśnie... Jest tutaj. - jego oczy się zaświeciły. - Muszę Ci najpierw o czymś powiedzieć.
 - No to, zamieniam się w słuch.
 - Nie wściekaj się, że nie dowiedziałaś się pierwsza, okej? Nie miałem jak Cię poinformować...
 - No gadaj. Do rzeczy! - przerywam mu zniecierpliwiona.
 - Mam dziewczynę! - wykrzykuję.
Na jego twarzy widzę dziką radość. Wargi, ozdobione kolczykiem układają się w szeroki uśmiech. Oczy mu się świecą. Czeka jedynie, aż coś mu powiem. Czy jestem zła, że nie dowiedziałam się pierwsza? Nie. Jestem mu nawet wdzięczna, że nie kontaktował się ze mną wtedy, gdy miałam... małą załamkę. Cieszę się, że wreszcie kogoś ma. Zawsze był sam, jeśli już kogoś miał to nic poważnego - nie chwalił się tym. Mam nadzieję, że jak najlepiej im się ułoży.
 - To świetnie! - rzucam mu się w ramiona.
 - Nie jesteś zła? - pyta z dziwną miną, wyrażająca szczere zdziwienie.
 - Nie, ani trochę. - daję mu całusa w policzek - taki nasz naturalny gest.
 - Uf, ulżyło mi. Miałem w myślach najgorsze scenariusze. Mogłaś się na mnie rzucić i zabić, że nie byłaś pierwsza.
 - Co?! Przestań, bo zaraz to zrobię! - żartuję.
 - Chodź, poznam Cię z nią! - ciągnie mnie za rękę, wymijając tańczących ludzi.
 - Ona tu jest? To ta niespodzianka?
 - Tak.
 - Woah. Poznam twoją dziewczynę, hura!
Tom kieruję mną do kuchni. To pomieszczenie jest jeszcze bardziej zatłoczone, niż salon. Pewnie dlatego, że tu znajduje się najwięcej alkoholu. Podchodzimy w głąb pomieszczenia, aż stajemy przy dziewczynie, odwróconej tyłem do nas, patrzącej w okno. Tom zakłada jej ręce na oczy, wygląda to tak uroczo! Nigdy jeszcze nie widziałam go w takiej sytuacji. Ja go nigdy nie widziałam zakochanego, a na to wygląda, że teraz jest. Zaskoczona podskakuje i odwraca się na pięcie. Na mój widok szeroko się uśmiecha. Wspominał jej coś? No nie, błagam!
 - Molly, to jest Lily. - wskazuję na dziewczynę. - Lily, to Molly.
Dziwi mnie, kiedy dziewczyna zbliża się i mnie ściska. To bardzo miły gest z jej strony.
 - Hej, Tom mi wiele o Tobie mówił. - mówi, gdy oswobadzamy się nawzajem. Mierzę chłopaka wzrokiem, na co się śmieję.
 - Hej, miło mi Cię poznać. - mówię szczerzę.
 - Mi także.
 - Okej, dziewczyny. Zależy mi, żeby poznać ją z resztą. - wskazuje na mnie. - Pogadacie sobie później. - mruga do niej porozumiewawczo, a ona przytakuje. Macha mi, gdy oddalamy się. Oczywiście, on musi mnie ciągnąć za rękę! Czy on myśli, że mam zamiar uciekać, przed nim po całkowicie obcym mi domu?
 Zatrzymujemy się przed kanapą, a raczej dużym narożniku, wokół którego kłębią się ludzie. Rozpoznaję, że to znajomi Tom'a. Piercing i tatuaże - tego nie brakuję u żadnej osoby. Są już nawet Cara i Mike. Wszyscy siedzą, w rzędzie, rozmawiając, pijąc i śmiejąc się na przemian. Podnieśli na nas wzrok, gdy Tom zaczął mnie przedstawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz