Jego znajomi odpowiadają wesołym i miłym 'cześć', uśmiechając się do mnie. Jedynie, chłopak i dziewczyna na jego kolanach siedzą cicho ze złością w oczach, a blondyn stojący z boku mruży oczy świdrując mnie spojrzeniem od stup do głów. Milutko...
Tom chyba zauważył ich reakcję, więc zaczął mówić dalej.
- Napijesz się czegoś? zapytał. - Zaraz Ci przyniosę. - opowiedział sam sobie na pytanie, zostawiając mnie.
- Molly! No siadaj. - Zayn zawołał mnie.
Wskazał ręką miejsce koło niego, na kanapie, więc je zajęłam. Czułam na sobie przeszywające spojrzenia niesympatycznej trójki.
- Co tam, jak Ci się podoba? - pyta.
Szczerze? Nie podoba. Nie powiem mu tego, ale to właśnie czuje - niechęć do wszystkiego.
- Zayn, przyszłam tu przed chwilą... Jest okej. - posłałam mu uśmiech. Wymuszony uśmiech.
- Poznałaś już Lily?
- Tak, jest bardzo miła.
Teraz sobie przypomniałam, że miałam z nią później pogadać. Znajdę ją za chwilę.
Po chwili przychodzi Tom z plastikowym kubkiem w ręku i całą butelką czerwonego alkoholu. Znajomy smak wiśniówki zawitał do mojej jamy ustnej, na co bez wymuszenia się uśmiechnęłam, ale potem na mojej twarzy znów pojawia się grymas.
Mike i Cara zniknęli z mojego pola widzenia, zapewne potańczyć, podobnie jak Tom i Louis. Tajemniczy blondyn także gdzieś poszedł, ale on mało mnie obchodził, nie znam go. Widzę, że brunetka z pojedynczymi zielonymi pasmami w swoich lokach próbuję przymilać się do loczka, na którym siedzi. On jedynie marszy brwi i ściąga, praktycznie zrzucając ją z siebie. Odchodzi bez słowa, a dziewczyna oblewa się rumieńcem spowodowanym najprawdopodobniej wstydem. Mam ochotę się zaśmiać, ale powstrzymuję się. Ona też wkrótce odchodzi dopijając drinka. Zostaję na kanapie z Zaynem i Liamem, który ciągle rozmawia przez telefon, ze swoją dziewczyną. Czuję procenty w moim organizmie, trochę kręci mi się w głowie.
- Zayn, gdzie łazienka? - pytam.
- Na górze. Ostatnie drzwi po lewej. - odpowiadam z uśmiechem.
- Okej, zaraz wracam. - oznajmiam i wstaję.
Przepycham się przez pijanych ludzi wchodząc po schodach. Muszę omijać migdalącą się parę, oddającą sobie nawzajem czułości, jakby mieli zaraz tu publicznie uprawiać seks. Boże, to robi się obrzydliwe.
Na moje szczęście łazienkę zastaję wolną. Zamykam się na zamek i siadam na chłodnych kafelkach. Potrzebuje chwili odpoczynku od tego szaleństwa za ścianą. Biorę telefon i mam ochotę z kimś popisać. Niestety oprócz znanych mi osób na tutejszej imprezie, nie znam z Londynu nikogo. Nie mam innych znajomych, nie zdążyłam ich poznać przez ten tydzień.
W skrzynce odbiorczej widnieją jakieś wiadomości, o których informuję mnie mała koperta w lewym górnym rogu ekranu. Zaczynam je czytać.
Jimmy: Możesz mi wreszcie odpisać, wiem że to twój aktualny numer. Błagam Mel.
Jimmy: Nie dam Ci spokoju, dopóki mnie nie wysłuchasz. To bardzo ważne Molly.
Jimmy: Wiem, że spieprzyłem wszystko, ale daj mi się wytłumaczyć.
Jimmy: Molly, dalej Cię kocham. Cały czas Cię kochałem...
Łzy spływają po moim policzku, nie kontroluję tego. Znowu wspomnienia, znowu ten ból. Mam mu w to uwierzyć? Odpisać?
Nie, nie zrobię tego. Nie po to wytrzymałam już te miesiące bez odpisywania, żeby teraz to spieprzyć.
A co jeśli pisze prawdę? Jakie ma usprawiedliwienie na taką długą nieobecność bez słowa wyjaśnienia? Mam mu tak po prostu wybaczyć?!
Zapominam o miejscu w jakim się znajduję, dopóki nie rozbrzmiewa pukanie. Jestem w łazience, w domu bractwa, na imprezie. Muszę się ogarnąć, nim ktoś mnie zobaczy w takim stanie.
- Chwila! - wołam do osoby stojącej pod drzwiami.
Delikatnie zmywam rozmazany tusz, poprawiam włosy i kiedy nie wyglądam już tak tragicznie, jak przed chwilą otwieram drzwi, by udostępnić pomieszczenie komuś innemu.
Zamurowało mnie, gdy duże, zielone oczy bruneta z burzą loków wpatrywały się we mnie z zaskoczeniem. Patrzył się na mnie inaczej, niż przed dwudziestoma minutami.
- Płakałaś? - zapytał marszcząc brwi.
Gdyby nie zablokował mi drogi ucieczki swoim ciałem, opierając rękę o framugę, odeszłabym bez słowa.
- Co Cię to interesuję? - fuknęłam.
Na moją niegrzeczną reakcję, zdziwił się rozszerzając źrenice. Może wtedy się nie reagowałam na jego chamską postawę, ale teraz nie zamierzam być miła.
- Co się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie zwiększając tylko moje poirytowanie.
- Co Cię to obchodzi? Mogę przejść?! - wrzasnęłam.
- Uspokój się, chce Ci pomóc. - powiedział ostrożnie i spokojnie.
Przyciągnął rękę do mojego policzka, by otrzeć spływającą w dalszym ciągu łzę. Nie wiem skad u niego wzięły się takie gesty. Gdy siedzieliśmy na dole był chamski, a teraz pomagać mu się zachciało.
Skorzystałam z okazji i wyminęłam go bez słowa, kierując się od razu na schody.
- Molly! - krzykną za mną, ale nawet się nie odwróciłam.
Pędziłam przed siebie, mając ochotę jak najszybciej wyjść się przewietrzyć. Robiło mi się coraz bardziej duszno, głowa mi pękała od głośnej muzyki, a na dodatek byłam wewnętrznie rozbita. Mogłam tu nie przychodzić, wcale nie jest fajnie.
Zbiegłam ze schodów i błyskawicznie się odwróciłam, w stronę, gdzie znajdowały się drzwi. Nagle poczułam lodowatą ciecz, spływającą z mojego dekoltu i brzucha, na co pisnęłam. Popatrzyłam zszokowana przed siebie. Stał tam, ten blondyn z szeroko otwartymi ustami i pustym plastikowym kubkiem w dłoni.
Co mnie tu jeszcze spotka tego cholernego wieczoru?!
- Prze... przepraszam. - wyjąkał zszokowany. - Nie chciałem, naprawdę. Przepraszam...
- Nie mogłeś trochę uważać?! Patrz jak ja teraz wyglądam do cholery! - krzyczałam.
- To nie moja wina, ty mi weszłaś pod nogi.
- Co?! - oburzyłam się.
- Przepraszam, chodź ze mną. - powiedział wyciągając do mnie rękę.
- Nigdzie z tobą nie idę!
- Idziesz. - powiedział już znacznie głośniej.
- Nie będziesz mi rozkazywać, myślisz że kim ty jesteś dupku?! - nie wiem kiedy te słowa opuściły moje usta. Nie chciałam go obrażać ale emocje wzięły górę.
Bez słowa zaczął mnie ciągnąć w stronę schodów. Jego uścisk dużej dłoni był tak mocny że nie mogłam się wyrwać.
- Ałć! Puść mnie!
- To grzecznie ze mną chodź.- postanowiłam już z nim nie walczyć, bo wiedziałam, że nie da za wygraną, a we mnie kipiała taka złość, że miałam ochotę go zabić na miejscu.
Po chwili znajdowaliśmy się na gorzę przed jakimiś drzwiami od pokoju. Miałam ochotę zapytać się co robi, ale wyprzedził mnie pukaniem. Nie czekając na odpowiedź z wewnątrz pomieszczenia nacisnął klamkę i szarpnął drzwi, by się otworzyły. Wprowadził nas do środka.
- Harry? - zapytał.
Po co idziemy do jakiegoś Harry'ego?! Chce by mnie zostawił w spokoju, a nie prowadził do swoich znajomych!
Blondyn zapalił światło w pokoju, a ja zaskoczona, wstrzymałam powietrze. Na łóżku leżał ten loczek... Boże, marzę jedynie o tym by stąd wyjść! Tak w ogóle czemu on ma swój pokój? Należy do bractwa?!
Na nasz widok, Harry wstał do pozycji siedzącej. Na jego twarzy wymalowane było zaskoczenie. Patrzył na nas marszcząc brwi, a kiedy zobaczył moją bluzę i nasze splecione dłonie głośno wypuścił powietrze. Od razu puściłam rękę blondyna, następnie krzyżując obje na piersi i przewróciłam oczami.
- Em... - zmieszał się po mojej nagłej reakcji. - Stał się mały wypadek z mojej winy. Mógłbyś dać jedną koszulę. - wskazał na moją bluzkę, całą poplamioną od rumu pomieszanego z colą, który zostawił wielką plamę, już nie do sprania.
- Ta, jasne. - bąknął i z szafy wyciągnął zwykły, biały T-Shirt i podał mi go, patrząc mi się w oczy.
- Dzięki. - odparłam z niechęcią.
Niall odstawił mnie do łazienki, czekając cały czas pod drzwiami, aż się przebiorę.
Czy on może dać mi ten cholerny, upragniony spokój?!
- Czekam. - popukał w drzwi.
To że nachalny to jeszcze niecierpliwy...
- Idę! - wrzasnęłam z pretensją w głosie nakładając przez głowę za duży T-Shirt, następnie wyrzucając poplamiony crop top do małego śmietnika w rogu łazienki. Już na nic się nie na da. - Po co w ogóle na mnie czekasz? - spytałam, gdy wyszłam z pomieszczenia.
- Bo... tak o.
- To może byś znalazł sobie lepsze zajęcie? Mam już dość tej cholernej imprezy, mam zamiar wrócić do domu więc mnie zostaw.
- A ty możesz przestać być taka nadęta? - podniósł głos. Zaraz dojdzie do jakiejś kłótni.
- Nie, nie mogę. - wyminęłam go.
Złapał mnie za rękę przyciągając do siebie. Stałam w prost do niego, jedynie parę centymetrów od jego ciała. Jego szczęka była spięta i mocno zaciśnięta. Był zły i bardzo dobrze.
- To spróbuj, a nie zachowujesz się jak jakiś dzieciak!
Zamurowało mnie.
- Sam się zachowujesz jak dzieciak! Zostaw mnie w spokoju!
Wyrwałam się i pobiegłam na dół.
Dogonił mnie już, gdy byłam za zewnątrz. Złapał mnie za ramiona, nie pozwalając tym, bym się odwróciła. Mam już dość tego natręta i czuję, że jak mnie nie zostawi zwyzywam go, albo nawet uderzę, a tego bym nie chciała.
- Odwiozę Cię. - powiedział przez zaciśnięte zęby, tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Pff.
- Poradzę sobie. - spiorunowałam go wzrokiem.
- Ciekawe jak? - prychnął. - Oni są już nawaleni, niby jak masz zamiar wrócić?
- Autobusem.
- W pobliżu nie ma żadnego przystanku. Możesz przestać być uparta chociaż przez chwilę, proszę?
Westchnęłam. On miał rację, nie trafię sama. Nawet nie mam czym pojechać.
Widząc że mięknę poprowadził mnie do jego samochodu.
Jechaliśmy w ciszy. W tle, leciała cicho punkowa muzyka, czego nie trudno było się spodziewać. Patrzyłam na niego z pogardą. Miałam go dość na resztę życia, pomimo tego, że właśnie mi pomaga.
- Przestaniesz się tak patrzeć? - zapytał z pretensjonalnym tonem.
- Nie.
Przewrócił jedynie oczami. Na całe szczęście dojeżdżaliśmy już pod mury akademika. Wysiadł z samochodu, by otworzyć mi drzwi.
- Sama wyjdę. Co ty robisz? - zapytałam, gdy zamknął samochód.
- Idę do akademika.
- Po co?
- Mieszkam tu. - ze zszokowania otworzyłam szeroko oczy.
- Co?!
Zaczął się śmiać, a ja miałam ochotę dać mu w twarz. Już nad sobą nie panuję.
***
- Dzięki za podwiezienie. - powiedziałam, gdy byliśmy na korytarzu w akademiku.
- A ja przepraszam za tą bluzkę. - zaczął drapać się po karku. Denerwował się.
Jego nastroje były tak różne i zmienne. Wcześniej na mnie krzyczał, potem chichotał, a teraz się denerwuje.
Na spokojnie, zaczęłam dostrzegać to, jaki jest przystojny. Blond włosy ma postawione do góry. Niebieskie oczy wpatrują się we mnie z uwagą. Różowe, pełne wargi są lekko rozchylone, a snejki* niesamowicie je ozdabiają. W brwi także widnieje metal, od którego odbija się światło. W uszach ma tunele. Ma pełno tatuaży. Widzę, ze ma zapełnione nimi całe ręce o trochę miejsca na szyi.
Zbliżył się do mnie, przez co znów zaczęłam myśleć.
- Hm, no to cześć. - zepsułam naumyślnie tą chwilę.
- Tak w ogóle to się nie przedstawiłem. Jestem Niall. Przepraszam, wyszło że jestem niegrzeczny i mało kulturalny.
- Molly. - to że jest niegrzeczny wiedziałam od początku.
- To cześć Molly.
Zniknęłam jak najszybciej w ciemnym pokoju.
***
Ja: Tom, jakby coś, nie martw się. Jestem w akademiku.
Tom: Coś się stało? Czemu tak szybko?
Ja: Jestem zmęczona. Jutro Ci opowiem.
Tom: No okej, śpij dobrze.
Ja: Miłej zabawy.
Ja: Cara, jakby coś jestem w akademiku.
Cara: Co? Już? Oh, okej.
Ja: O której będziesz?
Cara: Zostajemy tu na noc z Mikiem. Wszystko ok?
Ja: Tak, wszystko gra. Idę spać. Miłej zabawy.
Nieznany numer: Dobranoc Molly.
* Snejki - Snake Bites. Piercing. Kolczyki po obu stronach dolnej wargi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz