Rozglądam się za jakimś wolnym miejscem, by zaparkować samochód, lecz nie jest takie proste znaleźć o tej porze miejsce parkingowe. Teraz żałuję, że nie posłuchałam mamy, gdy mówiła bym wyjechała godzinę wcześniej. Co się dziwić, ja zawsze wiem lepiej.
Wreszcie, po piętnastu minutach jeżdżenia dookoła, parkuję swoje białe BMW obok czarnego Forda. Ostatni raz, siedząc jeszcze w samochodzie, sprawdzam skrzynkę czy nie napisała do mnie Cara, że jest już na miejscu. Niestety, jestem pierwsza. Wyłączam jednym kliknięciem w przycisk radio i wyciągam kluczyki ze stacyjki.
Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że mam za dużo bagażu. Jak ja to wszystko zabiorę?! No nic, muszę iść na dwa razy. Jak ja tego nienawidzę!
Mój humor już na sam początek uległ zmianie. Jestem nieźle zirytowana. Wiem, może szybko się irytuję ale to wszystko jest takie ciężkie! Matka znów miała rację, bym nie brała aż tyle ze sobą. Brawo! 2:0 dla niej!
Chwyciłam dużą, beżową walizkę w której znajduję się połowa moich ubrań. Ledwo ją wywlekłam z bagażnika.
Zarzuciłam torebkę podręczną na przedramię. Niesforne pasmo spadające na oczy włożyłam za ucho jednym, szybkim ruchem. Mam ochotę założyć okulary przeciw słoneczne, gdyż sierpniowe słońce daje się we znaki, lecz odpycha mnie fakt przegrzebywania równie ciężkiej torebki.
Zatrzaskuję bagażnik, zamykam auto i ciągnąc za sobą niemiłosiernie ciężką walizkę zmierzam w stronę głównego wejścia. Sytuacji nie ułatwiają mi wysokie szpilki na platformie i lekki wiatr rozwiewający moje długie włosy, które spadają mi na twarz. Dopiero przyjechałam, a już mam dość. Na pewno muszę wyglądać zabawnie, szamocząc się z wielką walizką w szpilkach i zwiewnej spódniczce. Po prostu super! - myślę sarkastycznie.
Jestem już prawię pod wejściem do ogromnego budynku, gdy słyszę rozbawiony, męski głos.
- Piękna, może Ci pomóc? - krzyczy osoba stojąca w jakieś odległości zza mną. Odwracam się, by ujrzeć nieznajomego. Zmierza w moją stronę luźnym krokiem, wysoki chłopak o czarnych włosach zaczesanych ku górze.
Ma na sobie czarną koszulkę, a na niej jeansową kurtkę, co sprawia że wygląda na prawdę dobrze. Widzę, że jego ciało pokryte jest licznymi tatuażami, nawet na szyi. Ma kolczyka w brwi i dwa w wardze. Czekoladowe oczy otoczone są wachlarzami gęstych, ciemnych rzęs.
Muszę przyznać, że jest bardzo przystojny, lecz teraz nie zwracam na to jakiejkolwiek uwagi, jestem zdenerwowana i chcę się jak najszybciej dostać do swojego pokoju. Czuję, że zaraz wyprowadzi mnie z równowagi, jeśli szybko nie odejdzie.
- Jak widzisz radzę sobie. - arogancko odburkuję przez zęby.
- Ej, bez nerwów. Złość piękności szkodzi. - zaczyna chichotać.
Czy on sobie ze mnie kpi?! Czuję że moja twarz przybiera koloru czerwonego ze złości.
- Jeśli myślisz że jesteś zabawny, to jesteś w błędzie. - fukam i ruszam przed siebie, w kierunku wejścia. Zauważyłam jak na moją reakcję szeroko otwiera oczy, a po chwili znowu chichocze.
- Chciałem być tylko miły! - odkrzykuję, gdy zbliżam się już do wejścia.
Co za palant.
Sympatyczna kobieta w średnim wieku zameldowała mnie w akademiku i otrzymałam od niej klucze.
Jestem wdzięczna rodzicom Cary, że wcześniej załatwili nam wspólny pokój. Co ja bym zrobiła, jakbym miała tu mieszkać sama z kimś obcym?
Według informacji którą otrzymałam na kartce, nasz pokój znajduję się w holu C i ma numer 53.
Nie ucieszyło mnie zbytnio to, że jest na drugim piętrze.
Wtargałam walizkę po schodach i udałam się długim, dość wąskim korytarzem przed siebie.
49...50...51... - sapie w myślach numery mijających pokoi.
Docieram pod ciemne, drewniane drzwi i wsuwam klucz w zamek. Otwierając je, słyszę ciche skrzypienie.
Ku mojemu zdziwieniu, pokój nie jest zły. Szczerze, spodziewałam się czegoś dużo gorszego; małych niewygodnych łóżek, starych, zniszczonych mebli itp.
Po przekroczeniu progu, pierwsze co zobaczyłam, to dwa średniej wielkości, łóżka po obu stronach pokoju, obite czarnym materiałem. Obok nich, białe szafki nocne z dwiema szufladami, które wyglądają na nowo co kupione, a stojące na nich lampy dodają uroku pomieszczeniu. W pobliżu stoją zwykłe dwa biurka z ciemnego drewna i dwie szafy. Oprócz tego, pod oknem stoi stolik i dwa krzesła, a na ścianie powieszone są małe, białe półki. Wygląda to całkiem fajnie, jak na pokój akademicki.
Zajmuję jedno z łóżek i zaczynam rozpakowywać walizkę, wkładając starannie poukładane ubrania do szafy, gdy po pomieszczeniu rozbrzmiewa dźwięk energicznego pukania.
Drzwi się otwierają, a do pokoju wkracza uśmiechnięta od ucha, do ucha dobrze mi znana blondynka.
Zaczynamy piszczeć, jak głupie na swój widok skacząc w miejscu.
- Cara! - podbiegam do niej i ściskam w ramionach.
- Jeju Molly! Nie widziałyśmy się ponad rok! - krzyczy i dalej, nie wypuszcza mnie z uścisku.
- Nie zmieniłaś się ani trochę. Nie no, jesteś jeszcze ładniejsza! - piszczy mi do ucha.
- Ja dziękuję za takie komplementy, już musiałam spławić jakiegoś palanta, gdy jeszcze nie przekroczyłam progu budynku! - odpowiadam z kwaśną miną i udaną obrazą w głosie, kiedy wreszcie puszczamy się z objęć, na co ona chichocze zakrywając usta.
- I w dodatku coraz większe powodzenie! Opowiadaj mi o tym!
Rozbawiłam ją tą krótką opowieścią.Dla mnie też stała się teraz w pewnym sensie zabawna. To musiało na prawdę wyglądać zabawnie.
- Musisz pomóc mi wtaszczyć resztę rzeczy, nie mam ochoty spotkać kolejnego palanta.
Oby dwie się śmiejemy, po czym ruszamy ku wyjściu po resztę bagaży.
* jeśli przeczytałeś/aś - proszę, zostaw komentarz :) *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz